piątek, 28 września 2012

Dla odmiany

Po przejściach z krosienkiem trzeba mi było resetu. Czegoś, co nie wymaga ode mnie niczego: żadnych nowinek, żadnych eksperymentów, wyzwań. Coś łatwego i znanego, do zrobienia arefleksyjnie.
To sobie trochę pofarbowałam.


W sztucznym świetle, ale w paśmie widać chyba lepiej, jak się ładnie kolory ułożyły, zwłaszcza żółty.


Wełna to Eiderwolle. Nie pochodzi od żadnej konkretnej rasy owieczek, a już na pewno od owieczek Eider. Eider to rzeka (Ejdera), najdłuższa w niemieckim landzie Szlezwik-Holsztyn, a Eiderwolle to mieszana wełna różnych ras, które sobie mieszkają w północnych Niemczech i niemal przez cały rok są na świeżym powietrzu i dbają o rekultywację gleby oraz podniebienia i pełne żołądki tambylców. Najczęściej to czarnogłówki, Texele i Suffolki oraz wszelakie ich krzyżówki. Wełna polecana jest dla początkujących, bo podobno się ją bardzo miło i łatwo przędzie. Ja na razie w tej sprawie nie mam nic do powiedzenia, ponieważ jedynie farbowałam. Farbuje się bardzo miło i łatwo, chętnie przyjmuje kolory, nie ma skłonności do niekontrolowanego filcowania się. Jako że to mieszanka, za każdym razem inna w dodatku, nikt nie podaje ile ma mikronów, ale ta na moją łapkę ma około 30-32, jest zatem dość miła, ale nie za miękka. Włos ma długaśny, więc w istocie powinna się przyjemnie prząść.


Naturalny kolor ma niezbyt porywający, żółtawy. Lepiej wygląda na zdjęciu niż w realu.


Ale jest przyjemnie luźna i puszysta.


No i przy tych wszystkich bardzo przyzwoitych cechach ma jeszcze jeden walor: jest bardzo niedroga.
Mam tego pół kilograma. 25 deko ufarbowałam na pokazane powyżej "wielkanocne" kolorki, drugą połowę farbowałam jakiś tydzień temu - na "niegodny" (tak sobie nazywam próby uzyskania gradientu) karmazyn z antracytem.

To niestety kolorek z gatunku tych, których mój aparat nie chce widzieć prawidłowo, ale w realu nie jest wiele ładniejszy od tego, co na zdjęciu. Może trochę "silniejszy".
A skoro już i tak to rozrabiałam i się w tym tytłałam, to ufarbowałam jeszcze przy okazji dwa motki "kupnej" (dosłownie i w przenośni) wełny ręcznie uprzędzionej na energetyczne skarpetki. Nitka łyknęła farbę gorzej niż czesanka, ale energii jej nie brakuje.


A że chciałam zrobić coś nieskomplikowanego, to od razu ją przerobiłam na swój ulubiony, firmowy - można by rzecz, wytwór.


I wprowadziłam do użytku - nie ma nic bardziej zabawnego niż próba fotografowania skarpetek na sobie. Cokolwiek człowiek zrobi, wychodzi albo studnia, albo kosmos.


Włóczki zostało na jeszcze jedną parę. Ale może na razie dam sobie spokój z rozmleczonym karmazynem i cosik uprzędę. Od ponad tygodnia mój urobek na kołowrotku to dokładnie 2 deko singla. Aż mi wstyd...

28 komentarzy:

  1. Wstyd.. jaki wstyd ? ;) Chociaż jeśli chcesz się podołować, to czemu nie :-)))
    Nie powiem, że w skarpetkach Ci do twarzy, bo niestety nie dajesz szansy :-))) ale coś czuję, że skarpetki to Twój żywioł, pospołu z szalami.
    Bardzo fajnie wyszła czesanka na 2gim zdjęciu. Podoba mi się, super przejścia kolorów. Co ciekawe, w warkoczu tego nie widać, wygląda banalnie, a już taśma pokazuje całą urodę koloru.
    O mieszance takich wełen, to ja wcale nie słyszałam. Skąd Ty je wynajdujesz ? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tą akurat z dużego niemieckiego sklepu z wełnami - korzystniej niż w Anglii, za to koszty wysyłki (wyłącznie kurier) powalające, tylko kupowanie sporej ilości ma sens.
      O tak! Żywiołowo robię skarpetki. Ja je nawet robię odruchowo, właśnie zaczęłam następne.

      Usuń
    2. No tak, zawsze coś człowiekowi przywali. Jak dobra oferta, to przesyłka porażka. :-(
      Jakoś rok temu patrzyłam na Ebay, ale bałam się kupić strzyże owczą, chociaż oferty były fajne. Dziś, dzięki Waszym postom, wiem już o strzyżach i wełnach więcej.

      Usuń
    3. Łobuza można spotkać i na ebayu, i na bazarku za rogiem, reguły nie ma, ryzykować trzeba.

      Usuń
  2. Ale majstersztyk farbowania, jedno i drugie! Zazdroszczę Ci, bo ja mam ochotę zafarbować białą alpakę i kompletnie nie wiem jakie barwniki kupić, jak się do tego zabrać i chyba dam sobie spokój....
    Skarpetki wyglądają jak malinki z jagódkami, mniam mniam :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Ci dziękuję! Elusiu, nie zazdrość, tylko farbuj. To jest łatwe i nie ma aż takiego pieprzniku w domu, jakiego sie człowiek spodziewa (mnie to hamowało, mam maleńką kuchnię). Do skarpet podchodziłaś jak piesek do jeża i co? Cudne! Chciałam nawet ten drobny wzorek z jednych Twoich odrobić, ale w wełnie-grubasie każdy wyglądał fatalnie. Jak farbuję, pokazałam w detalach tu: http://finextra.blogspot.com/2012/07/polwarth-jak-z-poddasza-farbowanie.html. I nie ma w technologii praktycznie żadnej różnicy, bez względu na to, czy czesanka, czy nić. Te "wielkanocne" kolorki w tym poście to Kakadu, a "niegodny" karmazyn - Jacquard.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczności. Bardzo lubię to "wielkanocne" połączenie kolorków, jest takie wdzięczne. A gradienty różu i czerwienie - jakoś nie mam odwagi się do nich zabrać, a musiałabym spróbować. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Z gradientem zawsze jest kłopot, nigdy nie ma pewności, co z tego wyniknie, jak mi podcieknie. Co wyniknie z tego, dopiero się okaże, ale równiutki to on nie jest. Ten "wielkanocny" zestaw jest genialny właściwie w każdej odsłonie. Można na nim polegać, i na ciepło, i na zimno, i na jasno, i na ciemno, i w wariacjach na każdą porę roku. Lubię go też w wersji jesiennej: burorudy i przejścia po ochrze do brudnej ciemnej oliwki. I w singlu, i w dubelku.
      Gradient z czerwienią (koralowo-szary) mam teraz na szpuli, jak skończę przynajmniej tę część na osnowę, pokażę. Zapowiada się cudnie. Czyli czasem się udaje, więc próbuj. Jeśli mnie się udaje, to tym bardziej Tobie!

      Usuń
  5. Świetne skarpety a wełenka w motku cudownej urody, ostatnio chadzają za mną takie kolory, wielkanocne kolorki też cudne:)
    pozdrawiam, Marlena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jak widzisz to, co w motku ładne, nie zawsze przekłada się na ładne w dzianinie. Ale skarpety ciepłe są:)

      Usuń
    2. A mnie się tam podobają, na Twoich nóżkach także, choć za mało pokazałaś, hihi:)
      I wiem jak trudno zrobić zdjęcia np. butom na nogach.

      Usuń
    3. Regularna studnia wychodzi na zdjęciu:(

      Usuń
  6. A mnie się te czerwoności bardzo podobają, prześliczne są. Czesanka z resztą też ma rewelacyjne kolorki :)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolorki cudne, oby dwa, muszę się kiedyś zaopatrzyć w te niemiecką wełnę.
    Powiedz kiedy Ty te skarpety dziergasz, tak szybko?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skarpety w założeniu dzierga się szybko. Jeśli nie masz nic specjalnego do roboty, to parę masz w jeden dzień. Tylko siadaj i rób!

      Usuń
  8. Skarpetki są super, a na nóżkach odlotowe, nabieram chęci na kolorowe skibki. Czesanki resetowe mam nadzieję, że energetyzują nie tylko mnie i po nich powróci zapał do kołowrotka i Harfy. Powodzenia!!!!
    Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zapałem nadal tak sobie. Ciągłe: może jutro! A skarpetki to rzecz najprostsza i najszybsza. Polecam z całego serca. Po pierwszej parze człowiek nie może przestać:)))

      Usuń
  9. muszę spróbować jeszcze nie robiłam skarpet, nawet nie wiem jak się za to zabrać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zima idzie, masz pracownię. Czas najwyższy na pierwszą parę!

      Usuń
  10. Skarpetki świetne nawet z tej perspektywy:) A dwój wstyd nie powinien być wielki ,bo przecież kupę roboty odwaliłaś w tym tygodniu:)Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Wiola, kawał. Tylko nie tej, co trzeba, jak zwykle! Całusy:)))

      Usuń
  11. Ja też lubię robić skarpety :)))
    Bardzo ciekawa ta mieszanka wełen i pięknie przyjmuje kolor, jak nie jest to niestosowne to mogę zapytać gdzie kupujesz ?
    Nic nie pisałam pod tkackimi postami teraz jak wszystko dobrze się skończyło to gratuluję pięknego warsztatu i tkanin :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eiderwolle kupowałam w Wollschaf, nadal jest, po 1,30 euro/10 deko.
      Dziękuję!

      Usuń
  12. Bardzo ładnie sobie pofarbowałaś :). Oba zestawy mi się podobają. Na mnie niestety farbowanie na razie wpływa stresująco, ale mam nadzieję, że jak będę częściej to robić, to i stres też będzie mniejszy. Skarpetki wyglądają świetnie. Chyba też powinnam sobie jakąś parę wydziergać - tak dla relaksu pomiędzy większymi projektami (właśnie skończyłam dziergać sweter, a kolejny mam w planach). Przy kołowrotku za to nie siedziałam już chyba dwa tygodnie, no ale nie da się robić wszystkiego na raz, a zależało mi, żeby jak najszybciej skończyć sweter na drutach. Ale co się odwlecze to nie uciecze :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz świętą rację - po drugim farbowaniu pod rząd nie będziesz już miała żadnego stresu, tylko ból pleców i samą radość!
      Na skarpetki jak zawsze namawiam.
      To czekam na sweter na zdjęciach!

      Usuń
  13. U Ciebie jak zwykle kopalnia wiedzy na temat wełen- luubię to :) Wełna wielkanocna niezła jest, ale ten karmazyn niegodny mi się bardziej podoba- a to sztuka mnie zadowolić czerwienią, bo ja tak nie bardzo do nich pałam, zawsze bardziej zielono-turkusowa byłam. Także skarpeciochy wyszły Ci smakowite. Ja wyposzczona siadam dziś do Emila dziadunia mojego, może jeszcze nie zastygł zupełnie ;) Jak gil?

    OdpowiedzUsuń
  14. Gil wysycha, lepiej jest. Może to wpływ października? Za komplementy dzięki!:)))

    OdpowiedzUsuń