Przeleżała ta wełna ponad rok od farbowania i wreszcie zmieniłam ją w chodniki do sypialni.
Die Wolle lag länger als ein Jahr im Karton und wartete. Endlich habe ich sie in Bettvorleger verwandelt.
Obydwa: ok. 120 x 58 cm.
Beide: ca. 120 x 58 cm
Historia powstawania niezbyt ekscytująca:
Die Entstehungsgeschichte ist nicht besonders interessant:
Osnowa:
Die Kette:
Osnuta Harfa (przez rok prawie zapomniałam, jak się to robi):
Die zur Arbeit fertige Harfa (im Laufe des Jahres habe ich fast vergessen, wie man das macht):
I w trakcie roboty - przy cienkiej osnowie jest dużo łatwiej tkać na tym sprzęcie. Ale - miejmy nadzieję - wkrótce pojawi się nowy...
Und bei der Arbeit - wenn die Kette dünn ist, geht die Arbeit an dem Webrahmen viel leichter. Hoffentlich werde ich bald ein anderes Webstuhl haben...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkanie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 czerwca 2014
piątek, 17 maja 2013
Nowa psia toaleta
I nie chodzi bynajmniej o nową psią kreację. Nie, nie. Chodzi o psią ubikację. Pies mój, który od czasu do czasu cierpi jak każde stworzenie (nawet królowa angielska) na niestrawność, jeśli nie jest mnie w stanie nocą dobudzić, ma zwyczaj ulżyć sobie na chodniczku w małym pokoju. Po kilku takich akcjach chodniczek zasadniczo nadawał się do wyrzucenia, bo mimo prania (niełatwego - to w istocie wełniany dywanik) za nic nie chciał oddać swego specyficznego zapachu. Trzeba więc było zrobić coś łatwiejszego w pielęgnacji. Miałam wełnę z górskich owiec, grubą, pomyślałam, że się nada. O, ja głupia!
(Mein Hund leidet manchmal, wie jedes Lebewesen, an Verdauungsbeschwerden und erleichtet sich dann in der Nacht in meinem Zimmer auf einem kleinen wollenen Teppich. Der Teppich musste ich endlich wegwerfen - auch gewaschen stinkte er schrecklich - und habe mich entschlossen, einen Läufer selbst zu weben. Leider habe ich für die Kette eine dicke und zu flauschige Garn genommen. Es war nicht besonders klug.)
Namotałam osnowy.
Osnułam harfę Harfę.
I... nić gruba, kudłata nijak nie chciała poruszać się w szczelinach w górę i w dół. Nagotowałam kleju z ryżu. Posmarowałam ze 30 cm osnowy. Było tylko gorzej. Odpuściłam. I właściwie do końca było tak źle. Po każdej nitce wątku rozdzielałam obie warstwy osnowy rękami.
(Das dicke und zottige Garn wollte sich nicht in den Ritzen verschieben. Das Schmieren mit dem Reisbrei half auch nicht. Ich musste die Kettefaden mit der Hand zerteilen. Endlich habe ich doch eine Methode gefunden, die mir es erleichtert hat - ich habe die Kette hinter dem Gatterkamm gekämmt, kreuz und quer. Doch musste ich die Kette sowieso dann mit der Hand in Ordnung bringen.)
Ale znalazłam sposób, by to było łatwiejsze. Pomyślałam sobie, że jesli ktoś nazwał ten sprzęt harfą, to może coś jest na rzeczy. I w istocie - jeśli przy siatce w dolnym położeniu (nitki w szczelinach powinny być wtedy wyżej) będzie się grzebieniem szarpać osnowę tuż za siatką (wzdłuż siatki) jak struny, trochę się nici podnoszą w szczelinach do góry. Kiedy siatka jest w górnym położeniu na bloku, warto przeczesać za siatką osnowę wzdłuż, do wałka podawczego, czyli prostopadle do siatki. A potem zawsze poprawić ręką.
Zrobiłam ten chodniczek, który ma w istocie grubość szala (do prania idealny, ale liczyłam na trochę sztywniejszy). Trwało!
(Endlich habe ich den Läufer gewebt, er ist aber nicht besonders dick. Ehrlich gesagt: er ist schlaff, eher wie ein Schal.)
Miał 128 cm długości bez frędzli, 59,5 cm szerokości, po praniu skrócił się o 3 cm.
(Er war 128 cm lang, 59,5 cm breit, nach dem Waschen ist 3 cm kürzer. Mein Hund hat sich in den Läufer auf den ersten Blick verliebt.)
Pies zaakceptował natychmiast, ba, uznał, że to specjalnie dla niego ten chodniczek. Na szczęście na razie nie przytrafiła mu się na nim żadna "katastrofa".
Ale że tkaninka wiotka jak na chodniczek, trochę ustabilizowałam od spodu ABS Latexem. Położyłam na miejscu. Na razie jest dobrze.
(Weil er - der Läufer, nicht der Hund - so schlaff ist, habe ich ihn noch mit ABS Latex versehen.)
I przysięgłam sobie, że nigdy więcej tych nici nie użyję jako osnowy. Żeby sprawdzić, czy może z cienką osnową, a grubym wątkiem będzie i łatwiej, i sztywniej, na ciapkate chodniczki do sypialni ufarbowałam trochę towaru dwóch grubości.
(Dann habe ich mir geschworen, dass ich nie mehr dieses Garn für die Kette nehme. Jetzt werde ich mit der dünneren Kette probieren. Dazu habe ich schon die Wolle - dünne und dicke - gefärbt.)
Zobaczymy, co to będzie!
A skoro już jesteśmy przy psach... Uprzędłam trochę sierści z suni naszej pani weterynarz (na rasach to ja się słabo znam, jak dla mnie to jest rasa "spory cwaniak terierowaty").
(Wenn wir schon beim Thema "Hund" sind: ich habe 70 m (50 g) Hundewolle vom Hund meiner Tierärztin gesponnen. Die ist leider wie ein Stacheldraht. Dieser Hund hat drei Haararten, die Felldecke war sehr scharf. Ich habe aber nur 50 g der Wolle und unsere Tierärztin wollte daraus Handschuhe machen. Ich versuchte also alles zu verspinnen. Die Handschuhe werden aber bestimmt nicht kuschelweich sein.)
Okazało się, że pies ma trzy rodzaje kudłów na sobie: mięciutki ciemnoszary podsierstek, całkiem przyjemny włos w kolorze ecru i bardzo ostrą szarą okrywę. Mało tego było, więc sprzędłam wszystko hurtem. Wyszło 70 m/50 g sztywnego kolczastego drutu. Co pies, to nowe doświadczenie!
(Mein Hund leidet manchmal, wie jedes Lebewesen, an Verdauungsbeschwerden und erleichtet sich dann in der Nacht in meinem Zimmer auf einem kleinen wollenen Teppich. Der Teppich musste ich endlich wegwerfen - auch gewaschen stinkte er schrecklich - und habe mich entschlossen, einen Läufer selbst zu weben. Leider habe ich für die Kette eine dicke und zu flauschige Garn genommen. Es war nicht besonders klug.)
Namotałam osnowy.
Osnułam harfę Harfę.
I... nić gruba, kudłata nijak nie chciała poruszać się w szczelinach w górę i w dół. Nagotowałam kleju z ryżu. Posmarowałam ze 30 cm osnowy. Było tylko gorzej. Odpuściłam. I właściwie do końca było tak źle. Po każdej nitce wątku rozdzielałam obie warstwy osnowy rękami.
(Das dicke und zottige Garn wollte sich nicht in den Ritzen verschieben. Das Schmieren mit dem Reisbrei half auch nicht. Ich musste die Kettefaden mit der Hand zerteilen. Endlich habe ich doch eine Methode gefunden, die mir es erleichtert hat - ich habe die Kette hinter dem Gatterkamm gekämmt, kreuz und quer. Doch musste ich die Kette sowieso dann mit der Hand in Ordnung bringen.)
Ale znalazłam sposób, by to było łatwiejsze. Pomyślałam sobie, że jesli ktoś nazwał ten sprzęt harfą, to może coś jest na rzeczy. I w istocie - jeśli przy siatce w dolnym położeniu (nitki w szczelinach powinny być wtedy wyżej) będzie się grzebieniem szarpać osnowę tuż za siatką (wzdłuż siatki) jak struny, trochę się nici podnoszą w szczelinach do góry. Kiedy siatka jest w górnym położeniu na bloku, warto przeczesać za siatką osnowę wzdłuż, do wałka podawczego, czyli prostopadle do siatki. A potem zawsze poprawić ręką.
Zrobiłam ten chodniczek, który ma w istocie grubość szala (do prania idealny, ale liczyłam na trochę sztywniejszy). Trwało!
(Endlich habe ich den Läufer gewebt, er ist aber nicht besonders dick. Ehrlich gesagt: er ist schlaff, eher wie ein Schal.)
Miał 128 cm długości bez frędzli, 59,5 cm szerokości, po praniu skrócił się o 3 cm.
(Er war 128 cm lang, 59,5 cm breit, nach dem Waschen ist 3 cm kürzer. Mein Hund hat sich in den Läufer auf den ersten Blick verliebt.)
Pies zaakceptował natychmiast, ba, uznał, że to specjalnie dla niego ten chodniczek. Na szczęście na razie nie przytrafiła mu się na nim żadna "katastrofa".
Ale że tkaninka wiotka jak na chodniczek, trochę ustabilizowałam od spodu ABS Latexem. Położyłam na miejscu. Na razie jest dobrze.
(Weil er - der Läufer, nicht der Hund - so schlaff ist, habe ich ihn noch mit ABS Latex versehen.)
I przysięgłam sobie, że nigdy więcej tych nici nie użyję jako osnowy. Żeby sprawdzić, czy może z cienką osnową, a grubym wątkiem będzie i łatwiej, i sztywniej, na ciapkate chodniczki do sypialni ufarbowałam trochę towaru dwóch grubości.
(Dann habe ich mir geschworen, dass ich nie mehr dieses Garn für die Kette nehme. Jetzt werde ich mit der dünneren Kette probieren. Dazu habe ich schon die Wolle - dünne und dicke - gefärbt.)
Zobaczymy, co to będzie!
A skoro już jesteśmy przy psach... Uprzędłam trochę sierści z suni naszej pani weterynarz (na rasach to ja się słabo znam, jak dla mnie to jest rasa "spory cwaniak terierowaty").
(Wenn wir schon beim Thema "Hund" sind: ich habe 70 m (50 g) Hundewolle vom Hund meiner Tierärztin gesponnen. Die ist leider wie ein Stacheldraht. Dieser Hund hat drei Haararten, die Felldecke war sehr scharf. Ich habe aber nur 50 g der Wolle und unsere Tierärztin wollte daraus Handschuhe machen. Ich versuchte also alles zu verspinnen. Die Handschuhe werden aber bestimmt nicht kuschelweich sein.)
Okazało się, że pies ma trzy rodzaje kudłów na sobie: mięciutki ciemnoszary podsierstek, całkiem przyjemny włos w kolorze ecru i bardzo ostrą szarą okrywę. Mało tego było, więc sprzędłam wszystko hurtem. Wyszło 70 m/50 g sztywnego kolczastego drutu. Co pies, to nowe doświadczenie!
niedziela, 23 grudnia 2012
Zdążyłam! Wesołych świąt!
Zdążyłam. Ale ledwo! Bo okazało się, że ma być na dziś na 11.00, a schło.
To chyba pierwsza tkana rzecz mojej produkcji, która mi sie naprawdę podoba. Ma 24 deko, 173 cm długości, 30 cm szerokości i frędzle dł. 12 cm. Niestety, w tym surowcu, w odróżnieniu od owczej wełny, bez supełków frędzle nie chciały się same trzymać, musiałam im pomóc żelazkiem z parą (nie lubię tych supełków na końcach frędzli, przede wszyskim wiązać!).
Historia:
Materiał (90% alpaka, 10% super bright trilobal nylon, o produkcji nici tu), którego okazało sie za mało, musiałam więc w międzyczasie dorobić nici na wątek (czesanie, wyciaganie, przędzenie przedwczoraj wieczorem - myślałam, że nie zdążę)
Osnowa, typowo
Początek, bynajmniej nie dobry, bo okazało się, że zabrakło mi wyobraźni, a alpaka wszak swoje cechy zachowuje bez względu na technikę. Alpaka sprężysta nie jest i się rozwleka, ba, cienka się rozsnuwa z lubością. Nylon był nie w taśmie, lecz "siekany" (odcinki 3-4 cm), więc jej nie wzmocnił. Ale dzięki temu dużo się nauczyłam i już wiem, jak przyzwoicie przygotować alpakę na osnowę i jak pracować tym cudnie nazywającym się ustrojstwem - sztywną nicielnico-płochą, jeśli mam do czynienia z tak trudnym materiałem. Musiałam jednak z początku wiązać i cerować. Ale jest nieźle.
Koniec, szczęśliwy.
Pod odcięciu miał dł. 176 cm i szer. 30,5 cm.
W zbliżeniu.
Na Lali był już w ostatecznych wymiarach.
Ale jedynie gdy obciekał sobie w łazience na kiju od mopa, udało mi się uchwycić to, jak naprawdę wygląda w sztucznym świetle.
No i na koniec po prasowaniu dostał nawet minimetkę, a następnie powędrował do właścicielki. Odzewu na razie nie ma.
Może tylko mi się podoba? Może mam spaczony gust?
Nadzieję mam nawet, że moją niezwykle rzadką suri alpakę rose grey (poszukałam, popatrzyłam i przyznaję, ona jest (!) rose grey (!), tak ten kolor wygląda u suri w odróżnieniu od huacaya) do końca tego roku zdążę uprać i wysuszyć. Połowę już przebrałam (nie była taka czysta jak się wydawało) na dwie kupki (light i medium rose grey, taka jestem cwana - z jednej alpaki bedę miała dwa kolory), uprałam i wysuszyłam, została mi połowa kudłów i tydzień.
Dam radę! Ale żadnego nowego posta przed świetami już nie dam rady wyedytować, życzę zatem wszystkim wspaniałych, spokojnych, smacznych świąt Bożego Narodzenia i mnóstwa cudownych gwiazdkowych prezentów!
To chyba pierwsza tkana rzecz mojej produkcji, która mi sie naprawdę podoba. Ma 24 deko, 173 cm długości, 30 cm szerokości i frędzle dł. 12 cm. Niestety, w tym surowcu, w odróżnieniu od owczej wełny, bez supełków frędzle nie chciały się same trzymać, musiałam im pomóc żelazkiem z parą (nie lubię tych supełków na końcach frędzli, przede wszyskim wiązać!).
Historia:
Materiał (90% alpaka, 10% super bright trilobal nylon, o produkcji nici tu), którego okazało sie za mało, musiałam więc w międzyczasie dorobić nici na wątek (czesanie, wyciaganie, przędzenie przedwczoraj wieczorem - myślałam, że nie zdążę)
Osnowa, typowo
Początek, bynajmniej nie dobry, bo okazało się, że zabrakło mi wyobraźni, a alpaka wszak swoje cechy zachowuje bez względu na technikę. Alpaka sprężysta nie jest i się rozwleka, ba, cienka się rozsnuwa z lubością. Nylon był nie w taśmie, lecz "siekany" (odcinki 3-4 cm), więc jej nie wzmocnił. Ale dzięki temu dużo się nauczyłam i już wiem, jak przyzwoicie przygotować alpakę na osnowę i jak pracować tym cudnie nazywającym się ustrojstwem - sztywną nicielnico-płochą, jeśli mam do czynienia z tak trudnym materiałem. Musiałam jednak z początku wiązać i cerować. Ale jest nieźle.
Koniec, szczęśliwy.
Pod odcięciu miał dł. 176 cm i szer. 30,5 cm.
W zbliżeniu.
Na Lali był już w ostatecznych wymiarach.
Ale jedynie gdy obciekał sobie w łazience na kiju od mopa, udało mi się uchwycić to, jak naprawdę wygląda w sztucznym świetle.
No i na koniec po prasowaniu dostał nawet minimetkę, a następnie powędrował do właścicielki. Odzewu na razie nie ma.
Może tylko mi się podoba? Może mam spaczony gust?
Nadzieję mam nawet, że moją niezwykle rzadką suri alpakę rose grey (poszukałam, popatrzyłam i przyznaję, ona jest (!) rose grey (!), tak ten kolor wygląda u suri w odróżnieniu od huacaya) do końca tego roku zdążę uprać i wysuszyć. Połowę już przebrałam (nie była taka czysta jak się wydawało) na dwie kupki (light i medium rose grey, taka jestem cwana - z jednej alpaki bedę miała dwa kolory), uprałam i wysuszyłam, została mi połowa kudłów i tydzień.
Dam radę! Ale żadnego nowego posta przed świetami już nie dam rady wyedytować, życzę zatem wszystkim wspaniałych, spokojnych, smacznych świąt Bożego Narodzenia i mnóstwa cudownych gwiazdkowych prezentów!
czwartek, 20 grudnia 2012
Połowa sukcesu i o!
Żeby zdążyć z gwiazdkowym prezentem musiałam najpierw zwolnić krosno. Zwolniłam!
Szal z tego wyszedł bardziej niż szalik. Oto historia:
W połowie października ufarbowałam wełnę (fabryczną, 200 m/50 g).
Pod koniec października "uwiłam" osnowę.
Pod koniec listopada zaczęłam.
Przedwczoraj skończyłam.
Miał 163 cm długości (bez frędzli) i 38 cm szerokości.
Po praniu - dł. 161 cm, szer. 37 cm, frędzle: 14 cm, waga 220 g - w świetle dziennym:
Jeszcze w zbliżeniu
i na Lali
I już!
Poza tym można mi zazdrościć - dostałam wymiankowe prezenty od Lady Altay z bloga Rękodzieło historyczne, super! Oprócz fantastycznych wełen cudne próbki innych włókien, żebym mogła sobie spróbować - a na to, jak wiadomo, jestem straszny pies. W dodatku wiem, że Dominika spod serca sobie wyrwała i dała. I dostałam też koszenilę, absolutnie cenną, bo u nas "niekupowalną".
A to nie koniec. Mam jeszcze kapelutek. Już wypróbowałam - nieziemsko ciepły!
Bardzo dziękuję!
Szal z tego wyszedł bardziej niż szalik. Oto historia:
W połowie października ufarbowałam wełnę (fabryczną, 200 m/50 g).
Pod koniec października "uwiłam" osnowę.
Pod koniec listopada zaczęłam.
Przedwczoraj skończyłam.
Miał 163 cm długości (bez frędzli) i 38 cm szerokości.
Po praniu - dł. 161 cm, szer. 37 cm, frędzle: 14 cm, waga 220 g - w świetle dziennym:
Jeszcze w zbliżeniu
i na Lali
I już!
Poza tym można mi zazdrościć - dostałam wymiankowe prezenty od Lady Altay z bloga Rękodzieło historyczne, super! Oprócz fantastycznych wełen cudne próbki innych włókien, żebym mogła sobie spróbować - a na to, jak wiadomo, jestem straszny pies. W dodatku wiem, że Dominika spod serca sobie wyrwała i dała. I dostałam też koszenilę, absolutnie cenną, bo u nas "niekupowalną".
A to nie koniec. Mam jeszcze kapelutek. Już wypróbowałam - nieziemsko ciepły!
Bardzo dziękuję!
piątek, 23 listopada 2012
Sněženka w roli głównej - cz. II
Mimo nieustających problemów z narzędziem pracy o nazwie Harfa szalik ze Sněženki powstał. Sněženkę we własnej nie-osobie (cóż, sama o sobie nie stanowi) można oglądać u mnie w poprzednim odcinku albo u Vlad'ki na blogu (w prawym górnym rogu są wszystkie jej cudne zwierzaki). A szalik wygląda w (marnym) świetle dziennym tak:
I chociaż narzekałam na tę rzadką jak gaza strukturę, to efekt mi się podoba.
Zaraz po sprzędzeniu wełny z jednego motka (240 m) namotałam osnowę.
Osnułam nią Harfę.
Rozpoczęłam tkanie, plułam jadem i walczyłam dzielnie do końca.
A następnie z jednej strony przyszyłam lodowe kwarce, które miały szalik zdobić, a następnie je odprułam (co zajęło dużo więcej czasu niż przyszycie), bo wyglądały jak z zupełnie innej bajki.
Po zdjęciu z Harfy szalik mi się zaczął podobać.
Miał 188 cm długości (bez frędzli) i 27,5 cm szerokości (został mi nieduży kłębuszek, na mitenki chyba nie wystarczy). Zdziwiło mnie, że po praniu nic się w wymiarach nie zmieniło mimo tej "gazowatej" faktury. To, co zmieniało się w międzyczasie, to "zgryźliwość". Że ta wełna gryzie, było oczywiste. W nitce jednak nie było to tak wyczuwalne, jak w tkaninie przy przędzeniu. Nitka była dość "włochata", więc traktowałam osnowę za poradą Alicji wodą z mąką (to całkiem dobrze działa!). Ale w tkaninie wełna "żarła" dość konkretnie. Jednak po praniu jakby zmiękła. Muszę jeszcze popróbować na niej metody Dodgers z odżywką do włosów, może okaże się, że będzie miękka jak merynos (ha, ha!). W każdym razie wytwór jako taki bardzo mi się podoba. Podoba mi się optyczna lekkość szalika powstałego z dość przecież ciężkiego materiału, podobają mi się te nieoczywiste smugi koloru na śmietance i lekka nieregularność i przejrzystość faktury. Po praniu i prasowaniu założyłam więc na Lalę.
No i oczywiście światło, a ściślej jego brak, wszystko popsuło. Ale nie do końca, bo wełny z takiej pięknej owcy jak Sněženka popsuć się chyba nie da.
I chociaż narzekałam na tę rzadką jak gaza strukturę, to efekt mi się podoba.
Zaraz po sprzędzeniu wełny z jednego motka (240 m) namotałam osnowę.
Osnułam nią Harfę.
Rozpoczęłam tkanie, plułam jadem i walczyłam dzielnie do końca.
A następnie z jednej strony przyszyłam lodowe kwarce, które miały szalik zdobić, a następnie je odprułam (co zajęło dużo więcej czasu niż przyszycie), bo wyglądały jak z zupełnie innej bajki.
Po zdjęciu z Harfy szalik mi się zaczął podobać.
Miał 188 cm długości (bez frędzli) i 27,5 cm szerokości (został mi nieduży kłębuszek, na mitenki chyba nie wystarczy). Zdziwiło mnie, że po praniu nic się w wymiarach nie zmieniło mimo tej "gazowatej" faktury. To, co zmieniało się w międzyczasie, to "zgryźliwość". Że ta wełna gryzie, było oczywiste. W nitce jednak nie było to tak wyczuwalne, jak w tkaninie przy przędzeniu. Nitka była dość "włochata", więc traktowałam osnowę za poradą Alicji wodą z mąką (to całkiem dobrze działa!). Ale w tkaninie wełna "żarła" dość konkretnie. Jednak po praniu jakby zmiękła. Muszę jeszcze popróbować na niej metody Dodgers z odżywką do włosów, może okaże się, że będzie miękka jak merynos (ha, ha!). W każdym razie wytwór jako taki bardzo mi się podoba. Podoba mi się optyczna lekkość szalika powstałego z dość przecież ciężkiego materiału, podobają mi się te nieoczywiste smugi koloru na śmietance i lekka nieregularność i przejrzystość faktury. Po praniu i prasowaniu założyłam więc na Lalę.
No i oczywiście światło, a ściślej jego brak, wszystko popsuło. Ale nie do końca, bo wełny z takiej pięknej owcy jak Sněženka popsuć się chyba nie da.
wtorek, 20 listopada 2012
Czekoladowy szalik i garść mądrości
Zacznę od tych ostatnich - wczoraj mnie uwiodły. Nie są, niestety, mojego autorstwa. Znalazłam je (wraz z cudnymi filcowymi bucikami) na blogu Sheepys wolliges Landleben i natychmiast postanowiłam udostępnić tym, którzy mową niemiecką się nie posługują. Sheepy zobaczyła je w pewnym sklepie z artykułami do robótek ręcznych w Lubece, kilka sfotografowała i umieściła na swoim blogu. Znających niemiecki bądź zainteresowanych, jak wyglądają te mądrości w oryginale, odsyłam wprost na blog Sheepy. A oto (dość swobodny) przekład:
Robótki ręczne…
Robótki ręczne…
… na nadwagę: praca wykonywana obydwiema rękami to dobry
sposób, by nie sięgnąć po tabliczkę czekolady, a do tego pomaga spalić kalorie.
Osoba o wadze 70 kg przy dzierganiu albo szydełkowaniu zużywa od 100 do 140
kalorii na godzinę.
Robótki ręczne…
… na zaburzenia snu: jeśli ktoś przez co najmniej pół
godziny przed pójściem spać uprawia tak kojące hobby, jak robótki ręczne,
łatwiej zapada w spokojny i zdrowy sen. Zalecają to nauczyciele relaksacji.
Robótki ręczne…
… na utratę pamięci: hobby obniża ryzyko utraty pamięci
na starość o 30-40%. Tak wynika z badania przeprowadzonego w Klinice Mayo w
amerykańskim Rochester. Jeśli do tego ogląda się telewizję mniej niż 7 godzin, to
ryzyko może spaść nawet o 50%.
Robótki ręczne…
… usprawniają: „jedno na lewo, jedno na prawo, jedno
spuścić…”. Do dziergania potrzebne są obydwie ręce. To oznacza, że obie półkule
mózgu muszą współpracować, a im bardziej skomplikowany wzór, tym większej
współpracy wymaga.
Oprócz motorycznej zręczności rozwija się przy tym również
wyobraźnia przestrzenna.
Czyż nie urocze? A jak na duchu podnosi.
A teraz czekoladowy szalik Puchatka, czyli nic takiego, tylko trochę czasu kosztowało, bo zaczynałam od czesanki:
Na tym zdjęciu chyba wygląda najlepiej - zaraz po odcięciu z Harfy. Miał wówczas 185 cm długości (bez frędzli) i 29,5 cm szerokości. Wyszło na niego 23 deko wełny.
Najpierw sprzędłam motek (310 m/100 g) cienkiej osnowy (na tym sprzęcie nie da się tkać na grubej osnowie, chyba zresztą w ogóle nie da się na nim tkać), potem 13 deko grubszego wątku, wszystko 2ply. Wątku już nie mierzyłam, tylko od razu przewinęłam na kłębek.
Osnułam szanowną panią Harfę i rozpoczęłam działalność, od razu na wstępie zaszywając frędzle na brzegu.
Robota była(by) prosta i nudna (ale Harfa zadbała o "rozrywki"), podobała mi się w tym jedynie faktura.
I właśnie ta prosta rzecz w płóciennym splocie kosztowała mnie tyle nerwów, bo otóż nie wiem, czy ja robię coś nie tak, czy Harfa jest po prostu sprzętem do patrzenia, nie do tkania - bardziej doświadczeni pomóżcie! Taką, rzadką w istocie, strukturę udaje mi się uzyskać jedynie pod warunkiem, że dociągam każdą nitkę grzebieniem, o dobijaniu siatką mowy nie ma, zostaje pół centymetra osnowy pomiędzy dobijaną nitką a tkaniną - byłaby siatka na ryby. Osnowę napinam jak mogę, ale mogę tylko na tyle, żeby mi haczyk z zębatki nie odskoczył natychmiast, ale jeśli nie odskakuje natychmiast, to i tak odskakuje po 3-4 nitkach wątku i jeśli siatka nie jest w pozycji neutralnej, grawitacja ciągnie ją w dół i wszystko mi się z wałka odwija. Wymiana haczyków i zębatek nic nie dała, po prostu co chwila jest tak - haczyk (ze stopniowo coraz bardziej wyślizganym dziobkiem) dosłownie wyskakuje z zębatki:
Po przyjrzeniu się tego typu sprzętom Schachta i Ashford stwierdziłam, że ten element jest w obydwu znacznie masywniejszy, z innych materiałów i po zewnętrznej stronie - ma szansę poradzić sobie z działaniem dużych przecież sił. Może po zewnętrznej stronie umieszczony jest dlatego, że jest masywny i wewnątrz zajmowałby za dużo miejsca, nie wiem. Wiem jedno - ta konstrukcja w Harfie się nie sprawdza i moim zdaniem nie ma szans się sprawdzić, to po prostu konstrukcyjny błąd. Bo jak dobić nitkę na kompletnie luźnej osnowie, a tylko przy luźnej daje się ten haczyk utrzymać na miejscu. Może ktoś wie, jak korzystać z tego sprzętu bez frustracji i tak, żeby zrealizować zamierzony i teoretycznie możliwy cel? Chętnie się dowiem. Nie zmienia też postaci rzeczy to, że osnowa i wątek są jednakowej grubości. Z dociągnięciem wątku nawet grzebieniem w zaczętym szaliku ze Sneżenki jest jeszcze gorzej (i haczyk, wymieniony na kolejny nowy, ciągle wyskakuje), mimo dociągania grzebieniem tkanina wygląda jak siatka:
Może to jednak ja robię coś nie tak? Ludzie, jeśli wiecie, pomóżcie! Bo ta na wstępie podana mądrość o robótkach ręcznych ułatwiających zasypianie przestanie mieć zastosowanie w moim smutnym przypadku :( A jeszcze trochę i tkanie obrzydnie mi tak, że nigdy do niego nie wrócę.
wtorek, 6 listopada 2012
Jeszcze jeden szalik i delikatesy z wołoskiej owieczki
Poprzedni szal, ten we wszystkich jesiennych kolorach, jest już w rękach właścicielki. Podoba się!
Za ciosem powstał kolejny szalik - jak już plątałam tę osnowę na kołkach, to naplątałam więcej.
Ja akurat tak najbardziej lubię nosić szaliki, ale chyba zrobiłam ich już tyle, że muszę się z nimi zacząć rozstawać, bo zamiast góry wełny do przerobienia będę miała całą szafę szalików.
Po kolei (uwaga, zalew zdjęć):
Szalik ma 188 cm długości (bez frędzli) i 28 cm szerokości. Kolory są z fraktala, tak jak się układały. Skończyłam go prząść pod koniec października i pokazywałam tu. Mnie zaskoczyło to ostre przejście od turkusu do turkusu z brązem, ale ponieważ ono się miało prawo zdarzyć we fraktalu (turkus, a potem brąz na tle turkusu, pasmo czesanki zaczynało się turkusem, kończyło brązem, więc przy lekkim przesunięciu tak się porobiło), zostawiłam bez korekty.
W dziennym świetle kolorki nie są tak intensywne, to chyba dobrze.
Na chwilę muszę Harfę porzucić, bo czuję przesyt machania rękami i siada mi lewy bark. Zasiadłam więc do czekoladowej czesanki na czapeczkę dla Puchatka. I kiedy już zaczęłam kręcić, zadzwonił Pan Marcin. I przyniósł mi przesyłkę, którą po prostu muszę się pochwalić. Otóż przyszły prezenty, skarby od Vladki.
Za ciosem powstał kolejny szalik - jak już plątałam tę osnowę na kołkach, to naplątałam więcej.
Ja akurat tak najbardziej lubię nosić szaliki, ale chyba zrobiłam ich już tyle, że muszę się z nimi zacząć rozstawać, bo zamiast góry wełny do przerobienia będę miała całą szafę szalików.
Po kolei (uwaga, zalew zdjęć):
| Osnowa |
| Osnuty warsztacik |
| Robota skończona, zaszyty brzeg, tylko odciąć |
| W zbliżeniu |
| Po zdjęciu z warsztaciku |
| Na Lali |
W dziennym świetle kolorki nie są tak intensywne, to chyba dobrze.
Na chwilę muszę Harfę porzucić, bo czuję przesyt machania rękami i siada mi lewy bark. Zasiadłam więc do czekoladowej czesanki na czapeczkę dla Puchatka. I kiedy już zaczęłam kręcić, zadzwonił Pan Marcin. I przyniósł mi przesyłkę, którą po prostu muszę się pochwalić. Otóż przyszły prezenty, skarby od Vladki.
I jak tylko skończę z czapką Puchatka, natychmiast zabieram się za przerabianie tych skarbów i pokazywanie tej rzadkiej i pięknej owczej rasy, którą Vladka hoduje. Tylko nie mogę się już dziś powstrzymać, żeby chociaż troszeczkę nie pokazać. To jest wełna z owiec wołoskich (valašska ovce), a ściślej ta duża torba jest od Snĕženki, którą można zobaczyć na zdjęciu na przykład w tym poście u Vladki.
Jest śliczna - i owieczka, i wełna. Vladka ma zresztą wiele zwierzaków, nie tylko owiec, ma nawet króliczki angorskie - zwierzaki można sobie obejrzeć u niej w prawym górnym rogu.
No i w tych skarbach, które mi przysłała jest jeszcze trochę runa z barana,
żebym sobie mogła porównać i jest filcowany motylek, który już wiem, do czego mi posłuży. I coś zupełnie niebywałego, czym się zupełnie zachwyciłam, czyli próbki tejże wełny farbowane... grzybami. Próbowałam dziś złapać trochę dziennego światła, żeby nie przekłamać kolorów, ale i tak w realu są jeszcze ładniejsze.
Vladka pisała o farbowaniu grzybami między innymi tutaj. Ale ona naturalne barwniki bierze zewsząd, niedawno pokazywała, jakie piękne kolory jej wyszły z rdestu barwierskiego. Ja jestem kompletnie zafascynowana. I nawet mam pomysł, jak wykorzystać te próbki. Ale ponieważ rzadkie wołoskie owieczki zasługują na porządnego, osobnego posta, to wszystko o nich napiszę, jak tylko zabiorę się za przerabianie tych skarbów, czyli niebawem, bo już mnie ręce swędzą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)