wtorek, 14 listopada 2017

Miewa się dziwne pomysły...

Kiedy już nie wiem, jak ujarzmić swoje nieprzebrane zapasy surowców do ręcznych robótek, a czasu brak, zazwyczaj rzucam sie na jakiś nieduży pakunek, żeby go przerobić i jakoś utrzymać w ryzach swoją frustrację. Tym razem padło na len, który dostałam dawno, dawno temu od Rosamar.
Wenn ich nicht mehr weiβ, wie ich meine unerschöpfliche Vorräte bei der Zeitmangel bändigen soll, greife ich nach einer Kleinigkeit, um die zu etwas zu verarbeiten und dabei meine Frustration kurz zu halten. Diesmal fiel auf den Leinenkammzug, den ich lange her von Rosamar bekommen hatte.


Doznania są zaiste niepowtarzalne, bo włókna bardzo długie. I nie powiem, że nieprzyjemne. Po prostu inne.
Die Empfindungen beim Spinnen sind einzigartig, da die Faser sehr lang sind. Ich kann nicht sagen, das es unangenehm ist, eher interessant - die Leinenfaser spinnt man einfach anders.
Nie, nie wiem, ile jest tego (naprawdę rewelacyjnego - mocny jest) sznurka, bo przewinęłam dwójnitkę (dwójsznurkę?) prosto ze szpuli na kłębki.
Nein, ich weiβ nicht, wieviel Metern dieses Schnürchen ich gesponnen habe, weil ich es gleich auf die Knäuel umgewicklet habe. 


Ale to nie koniec, jeśli chodzi o moje wyczyny w gromadzeniu różności, na które brakuje miejsca. I ich przetwarzaniu, rzecz jasna. O nie!
Es sind aber noch nicht alle meinen Exzesse, wenn es um Sammeln und Verarbeiten verschiedener Sachen, fär die ich keinen Platz habe, geht. Nein!

Ponieważ dotknęło nas w ciągu ostatnich dwóch lat co najmniej kilka tzw. "znajomych pogrzebów", cmentarze stały się dla nas miejscem częściej niż zwykle odwiedzanym. Okazało się przy tej okazji, że o wielu grobach, o które teoretycznie kto inny powinien dbać, nikt nie pamięta. A po wielkiej akcji porządkowania sytuacji przyszedł czas na "przystrajanie". To, co można kupić w przycmentarnych kwiaciarniach urodą nie grzeszyło, natomiast powtarzalnością i owszem. I kiedy po jakiejś wichurze porządkowaliśmy działkę, przemówiła do mnie usłana szyszkami murawa. A moje stare sosny produkują piękne szyszki w ilości nieprzebranej! Zarząd zabrania wyrzucać do śmieci, na komporst się nie nadają, trzeba utylizować. Skutek: całe kartony suszących się w domu szyszek. Zaczęły więc (z przygodami) powstawać:
Da ich in den letzten Jahren viele Beerdigungen  nicht nur in der Familie sowohl ausrichten, als auch besuchen musste, habe ich mich mit Gräbern viel beschäftigt. Das, was in den Blumenladen am Friedhof zu kaufen ist, gefällt mir leider gar nicht. Da wir im Garten zwei grosse Kiefer mit Zapfenunmenge haben, beschloss ich, dass ich sie recyclen werde. Ich machte also:

1. szyszkowe wianki:
1. Zapfenkränze:
 

2. wianki zbożowo-kocankowe:
2. Getreide-Strohblumenkränze:

3. zielone wianki:
3. grüne Kränze:

4. ostatnio - z powodu morza surowca walającego się na ulicach - nawet klonowe wianki (ten jeszcze niegotowy):
4. und letztens - wegen des Meers des Rogstoffs auf den Straβen - sogar Ahornblätterkränze (noch nicht fertig):

Dlaczego o tym piszę? Wszak to nie główny temat bloga, choć dość dobrze trzyma się w nurcie "królowa śmietnika". Zrobienie tego wprawdzie żadną filozofią nie jest, Youtube pełny jest filmików z serii DIY w tej sprawie. Ale jeśli zrobimy to w technologii z Youtube, możemy przeżyć ciężki szok, gdy położymy toto na nagrobku, choćby w pełni suchego, upalnego lata, i wrócimy tam po 10 dniach. Mnie się tak zdarzyło za pierwszym razem. Mój piękny szyszkowy wianek leżał w pojedynczych (dosłownie!) elementach na całej płycie nagrobka. Wspaniała youtubowa technologia sprawdza się jedynie we wnętrzach, pod dachem. Klejenie na gorąco nie wytrzymuje warunków zewnętrznych. Trzeba albo każdą przyklejoną szyszkę owinąć cienkim drucikiem lub nylonową nitką, mocując ją do bazy (strypianowej, słomianej, ale widziałam też bazy samoróbki ze starych gazet - na cmentarz nie polecam, zwłaszcza jesienią), albo zamocować na druciku, który wtykamy w bazę, najlepiej dodatkowo na klej. Wtedy się trzyma, nawet kilka miesięcy.
Warum ich darüber schreibe? Es ist doch nicht das Haupthema des Blogs, obwohl es sich ganz gut im Stream "Müllhaufenkönigin" haelt. In Youtube gibt es sehr viel Filme DIY, die die Techniken zeigen. Wenn wir die Zapfenkränze in den Techniken aus Youtube machen und dann auf den Grab legen, können wir jedoch schon nach 10 Tagen - auch im heiβen Sommer - eine unangenehme Überraschung erleben. Ich habe meinen ersten Kranz in Einzelelementen gefunden. Die Heissklebepistole eignet sich für die Innendekorationen, für Auβendekorationen brauchen wir dazu noch den dünnen Draht oder Nylonfaden für jeden Zapfen. Dann ist es haltbar.

wtorek, 7 listopada 2017

Klamra

Po ponad półtora roku nieobecności może przejdę do rzeczy bez zbędnych wstępów, bo o czym tu pisać - nie było za dobrze. Ale archiwum własnej działalności bardzo się przydaje i to poczucie, które daje blog, że dookoła są dobrzy ludzie, też jest krzepiące.
Jak chodzi o klamrę, to już po półtora roku, we wrześniu 2017, powstał sweter (Sandra 1/2016), do którego próbką były skarpety z poprzedniego, zamierzchłego posta.

Nach mehr als eineinhalb Jahren meiner Abwesenheit komme ich gleich zur Sache. Es ist mir nicht besonders gut in dieser Zeit gegangen, wozu also zu viel darüber schreiben. Das Blog als ein Archiv meiner Tätigkeiten ist jedoch nützlich und das Gefühl, daβ es um mich doch viele nette Leute gibt, ist auch aufbauend.  
Schon nach eineinhalb Jahr nach meinem letzten Eintrag ist endlich im September 2017 der Pulli entstanden - die Socken aus dem letzten Eintrag waren eine Strickprobe dafür - darum das Titel dieses Eintrags, d.h. "Klammer".



Pan Mąż, bardzo zadowolony, zażyczył sobie kolejnego swetra. Dlatego na początku października zrobiłam ten (Drops):
Mein Mann, sehr zufrieden, wollte noch einen Pullover haben. Also am Anfang des Oktobers habe ich noch diesen Pulli gestrickt:


A na dokładkę szaliczek (z głowy, czyli z niczego), na który włóczkę dokupywałam dwa razy.
Und dazu noch den Schal - ich habe die Wolle dafür zweimal hinzugekauft.


Trzeci raz dokupiłam włóczkę na czapkę i rękawiczki - bo sobie zażyczył. Dzisiaj powinna dotrzeć, więc te jeszcze przede mną.
Das dritte Mal habe ich die Wolle für eine Mütze und Handschuhe hinzugekauft. Heute soll ich sie bekommen, die Arbeit noch vor mir.

W lutym zeszłego roku - zanim na długo przestałam robić na drutach - zdążyłam mu zrobić La Mancha Giants (ravelry):
Im Februar voriges Jahres - bevor ich für lange Zeit das Stricken aufgegeben habe - habe ich geschafft, ihm La Mancha Giants zu stricken.



A potem już długo, długo nic na drutach, tylko:
Dann habe ich lange nicht gestrickt, sondern solche Sachen gemacht:

 idealnie ścięte flany,
wunderschmackhafte, ideale Aufläufe,

 mięciutkie tortille,
butterweiche Tortillas,
kruche migdałowe ciasteczka itp. - w ramach sprawdzania moich przepisów, bo pracowałam w czasopiśmie kulinarnym, a moja stosująca mobbing szefowa potrafiła przyczepić się do wszystkiego.
knusprige Mandelkekse usw. - ich prüfte genau meine Rezepte, da ich in einer kulinarischen Zeitschrift arbeitete, und meine mobbende Chefin hatte immer welche Vorbehalte, nicht nur wegen der Rezepte.

W kwietniu i maju zeszłego roku zrobiłyśmy jeszcze w ramach "terapii zajęciowej" na spółkę z mamą dwa swetry dla mnie:
Im April und Mai im vorigen Jahr habe ich mit meiner Mutter als "Beschäftigungstherapie" noch 2 Pullis für mich gestrickt:


Ja tylko przekładałam warkocze, bo mama już nie pamiętała jak. Mama kiedyś robiła na drutach przepięknie i równiuteńko, ale miała już zaawansowanego Alzheimera (była tak niebywale inteligentna, że ukrywała to przez co najmniej 7 lat) i jej stan bardzo się pogorszył. Jednak trzeci sweter zrobiła dla siebie sama, bez mojej pomocy - nie mam zdjęcia. Później już było tylko gorzej, bo doszła depresja, a na wszystkie leki reagowała nie dającą się cofnąć chorobą Parkinsona. W owym czasie z konieczności  przyjrzałam się bliżej polskiej służbie zdrowia w dobie nowej władzy (w dobie starej miałam zastrzeżenia, owszem, ale nie takie) - to absolutne dno, przede wszystkim moralne. Jedynym lekarzem, który próbował coś robić (na psychogeriatri!!!), był... stażysta. Radiolog na SORze zobaczył dwie zdrowe nerki u kobiety, która jednej nie miała od dwunastu lat, a na drugiej miała tętniaka (w dodatku miał to wpisane w wywiadzie na skierowaniu!).
Ich habe nur die Zöpfe umgelegt, da meine Mutter merkte nicht mehr, wie man das macht. Sie strickte jemals sehr schön und gleichmässig, jedoch war sie schon sehr Alzheimerkrank (sie war so intelligent, daβ sie es zumindest 7 Jahre lang verborgen hat, wir wissen, daβ nicht alles in Ordnung ist, die Alzheimerkrakheit vermuten wir jedoch nicht) und ihr Zustand wurde in dieser Zeit abrupt immer schlechter. Das dritte Pullover (ich habe kein Bild) für sie hat sie jedoch selbst gestrickt. Dann war es nur schlimmer, weil sie dazu noch im Krankenhaus (Psychogeriartie!) schreckliche Depression bekommen hatte und auf alle Medikamente mit Parkinsonkrankheit reagierte. Damals habe ich das erste Mal in der Zeit unserer neuen Macht die Gesundheitswesen genauer beobachtet - es ist der totale Abschaum, vor allem moralisch. Ein einziger Arzt, der etwas für sie machen wollte, war... ein Arzt im Praktikum. Ein Radiologe in der Rettungstation sah in USG zwei gesunde Nieren bei einer Frau, die schon zwölf Jahre lang nur eine hatte, weil die zweite in demselben Karankenhaus entfernt wurde - es stand in der Einweisung geschrieben! Unglaublich! 

Później, po przejrzeniu tego, co po mamie zostało, do moich przebogatych zapasów doszły jej włóczkowe zapasy, między innymi przepiękna norweska wełna, z ktorej powstała czapka dla PM.

Dann, nachdem ich die Sachen meiner Mutter durchgesehen habe, mein Wollevorrat wurde noch grösser. Ich habe unter anderen eine durchaus schöne norwegische Wolle gefunden ud daraus eine Mütze für meinen Mann gestrickt:



A później w połączeniu z czerwoną powstała cała seria skarpet (wszystkie wzory z Dropsa).
Dann habe ich daraus und aus der roten Wolle eine Sockenreihe gestrickt.





I jedne brązowo-herbaciane.
Und dazu noch die braun-gelbe.


A w grudniu i styczniu w drodze do pracy i z powrotem w autobusie zrobiłam sobie komin z niezwykle szlachetnego tweedu, którego składu nie pamiętam.
Im Dezember und Januar habe ich mir im Bus (als ich in die Arbeit und zurück gefahren habe) so was gestrickt.


To było bardzo ciekawe doświadczenie. Panowie bez względu na wiek się do mnie uśmiechali jak do ulubionej babci, niektóre panie (zwłaszcza te przy kości) patrzyły z wściekłością, inne - zwłaszcza młode dziewczyny - się przysiadały i zaczynały rozmawiać: jak się tego nauczyć, czy to trudne, jak długo trwa, czy nie zrobiłabym kursu.
Es war sehr interessante Erfahrung. Die Männer betrachteten mir wohlwohlend, beleibte Damen waren wütend, junge Frauen haben mit mir gern gesprochen, sie wollten wissen, wo sie das lernen können.

A ja po prostu musiałam czymś zająć ręce i myśli, żeby nie wyć z bólu, jadąc autobusem. Bo po raz kolejny w dośc krótkim czasie dowiedziałam się, jak działa polska służba zdrowia. Zarówno ta publiczna, jak też ta prywatna. Kochani, jeśli liczycie na swój prywatny abonament w Luxmedzie, zapomnijcie o tym. Gastrolog za 4 miesiące. A jeśli już po dwóch tygodniach chodzenia do pracy z piekielnym bólem znajdziecie jakiegoś gastrologa gdziekolwiek, który zleci wam badania (ale nie wypisze zwolnienia, mimo że konacie z bólu i nic nie jecie - schudłam 10 kg w dwa tygodnie, a gruba nie byłam, potem kolejne 5 kg), to jedyną formą zainteresowania, na jakie możecie liczyć w Luxmedzie jest ewentualne przeprowadzenie tam tych badań za opłatą (bo nie można ich zrobić w ramach abonamentu, jesli lekarz jest spoza Luxmedu) i telefon od nieznanego lekarza o 8.00 rano w sobotę, że macie mocno przekroczone markery nowotworowe, ale macie się nie martwić, bo to jeszcze nie wyrok! Jeśli myślicie, że na podstawie tych koszmarnych wyników (inne parametry też nie były lepsze - wątroba, trzustka, tarczyca w ruinie) lekarz rodzinny skieruje was na szybką ścieżkę diagnostyczną (rzecz się dzieje w lutym, zanim aktualny minister zdrowia ją skasował), to jesteście w błędzie! Na taką ścieżkę kieruje się osoby, co do których lekarz ma już stuprocentową pewność, że mają raka. Co pomogło? Bo wszak jeszcze żyję. Dwa tygodnie urlopu, bo już nie myślałam z bólu, plus tydzień zwolnienia na... nerwoból międzyżebrowy (jak odbierałam wyniki, to mnie zlapał ból w klatce, rejestratorka w Luxmedzie się przejęła i znalazła mi lekarza, ekg i test na zawał od ręki - wszystko w 15 minut) oraz... ziółka, które dostałam od ojca na zapalenie dróg oddechowych (zapalenie to zapalenie, nieważne gdzie), a ostatecznie na chybił trafił wypisany przez lekarza selektywny antybiotyk na zapalenie jelit (zwolnienia nie wypisał). Po 6 tygodniach ból przeszedł, a wyniki (za które w dużej części zapłaciłam, mimo że w ramach NFZ) wróciły do normy. A potem wszyscy ci lekarze się dziwowali, jak ja mogłam z nieleczonym ostrym zapaleniem jelit chodzić do pracy! Dodajmy: do takiej, która do tego stanu doprowadziła! Dlatego, gdy chcieli mi przedłużyć umowę o pracę, podziękowałam z uzasadnienieniem, że ani za tę wredną babę, ani za tę uznaną firmę, która rzekomo broni wolności, praw obywatelskich i pracowniczych, już nigdy więcej umierać nie będę.
Ich habe im Bus gestrickt, weil ich in dieser Zeit schreckliche Bauchschmerzen hatte und sowieso in die Arbeit fahren musste. Damals habe ich das zweite Mal mit unserer Gesundheitswesen, auch die ganz private, die ausser der Kraknenkasse, zu tun. Ich werde das alles auf Deutsch nicht beschreiben, da es für einen Deutschen oder eine Duetsche total unglaublich ist. Kurz: als ich nach guten zwei Wochen endlich Untersuchungen machen konnte, hat es sich erwiesen, dass ich höchtswahrscheinlich Krebs habe (und nicht nur das), und dann ein Monat lang hatte niemand, kein Arzt, damit nichts gemacht. Ich hatte drei Wochen Urlaub gehabt (ich konnte vor Schmerzen nicht gehen, niemand hat mich krankgeschrieben) und die Kräuter vom Vater getrunken, dazu nichts gegessen (15 kg weniger). Dann habe ich von meinem Hausarzt ein Atibiotikum gegen Darmentzündung bekommen und nach einem Monat seit dem ersten Arztbesuch, also nach zwei schmerzlichen Monaten, hat es sich erwiesen (!!!), dass es doch... kein Krebs ist, sondern eine akute Darmentzündung war, da ich endlich durchschnittliche Untersuchungsergebnisse (fast alle Untersuchungen sollte ich selbst bezahlen - nicht die Krankenkasse) habe. Dann hatte ich meine Stellung gekündigt. Mobbing kann töten, wirklich.

Mogłam więc w maju, dokładnie po półtora roku kurzenia się kołowrotka, sprawdzić, czy jeszcze umiem prząść. Żeby nie było za trudno, wyjęłam równie zakurzony szewiot, farbowany w połowie 2012 roku. I uprzędłam 30 dag. Ile było nitki, nie pamiętam.
Im Maj - nach eineinhalb Jahren - konnte ich mich also am meinen verstaubten Spinnrad setzen und prüfen, ob ich noch spinnen kann. Ich habe auch schon verstaubte Cheviotwolle, die ich um die Mitte 2012 gefärbt hatte, genommen und die 30 dag Wolle versponnen. Ich merke nicht, wie lang der Faden war.


A potem były jeszcze skarpetki (ale o tym innym razem) no i te sweterki dla PM z początku posta.
Dann habe ich noch viele Socken gestrickt und diese Pullis für meinen Mann, die ich am Anfang des Eintrags gezeigt hatte.


niedziela, 7 lutego 2016

Styczniowa (tak!) rewia skarpetkowa

Chciałam zrobić sweter. Postanowiłam więc wypróbować wzorek najpierw na skarpetkach. Powstały takie:
Ich wollte einen Pulli stricken, beschloß ich also, das Muster für den Pulli zuerst in den Socken auszuprobieren. So ist dieses Paar entstanden:



Ale zanim powstały, sprawdziłam inny zestaw kolorów, przy okazji sprawdzając nowy wynalazek KnitPro o nazwie zing - w porządku, ale stanowczo przereklamowane.
Bevor ich sie gestrickt hatte, probierte ich ein anderes Farbensatz aus, und dabei auch das neue Nadelspiel zing von KnitPro - es ist in Ordnung, jedoch - so meine ich - übermässig angepriesen.


Znalazłam też sporo fajnej włóczki skarpetkowej, powstała więc z niej najpierw jedna para eksperymentalna:
Ich habe in meinen Kartons auch recht viel der farbfreudigen SoWo gefunden. Gleich habe ich daraus die Probesocken gestrickt...


A potem z tej samej włóczki powstał jeszcze jeden zestaw małżeński, tzn. dwie pary, ale wysyłałam tak szybko, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Ale moja niezawodna Małgosia mi dostarczyła:
... und dann habe ich aus demselben Garn ein Eheset gestrickt. Die Socken habe ich so schnell per Post geschickt, daß ich nicht geschafft habe, ein Bild zu machen. Meine zuverlässige Małgosia hat mir jedoch das Foto geliefert:



Potem PM potrzebował grubszych skarpetek, więc ze stuprocentowej wełny powstały te:
Dann wollte mein Mann dicke Socken unbedingt haben, ich habe also ein Paar aus einer naturbelassenen Wolle gestrickt:


A potem ja potrzebowałam grubszych skarpetek, więc z sześcionitkowej włóczki skarpetkowej szybciutko wydziergałam resztkowce:
Später wollte ich dickere Socken haben. Aus der 6-fädigen SoWo habe ich also schnell Restesocken gestrickt:


W sumie więc zrobiłam sześć par skarpet, a to dopiero początek roku. Tylko że od lutego poszłam pracować na etat, więc kto wie, czy to nie ostatnie skarpetki, bo od początku lutego do dziś nie wydziergałam ani oczka.
Ich habe also insgesamt sechs Paare Socken im Januar gestrickt. Vielleicht sind es meine letzten Socken, da ich vom Anfang Februar an einer Stelle fast ganztags arbeite und bis heute keine einzige Masche gestrickt habe.

niedziela, 31 stycznia 2016

Kolor nie mój, ale...

Farbowanie metodą "prószoną" wyzwala nieustającą ciekawość. Rodzą się pytania, np. a co jeśli się poprószy w jednej gamie kolorów? Może np. wyjść to:
Das Färben mit meiner "Streumethode" löst bei mir permanente Neugierde aus. Es entsteht dabei immer mehr Fragen, z.B. was bekomme ich, wenn ich die Wolle mit verschiedenen Tönen einer Farbe bestreue? Man kann z.B. das bekommen:



Nie wyglądało ciekawie, więc mi się z przędzeniem nie spieszyło, ale w końcu...
Es sah nicht besonders interessant aus, mit dem Spinnen habe ich mich also nicht beeilt, doch endlich...


Niestety, też nie zachwycało, ale kiedyś trzeba było zwolnić szpulę.
Es begeisterte mich auch nicht, ich wollte jedoch die Spule wiederbekommen.


Wensleydale, w jednym motku 188 m/65 g, w drugim - 192 m/70 g.
Może w dzianinie będzie lepiej?
Wensleydale, 188 m/65 g in einem Strang, 192 m/70 g - in dem zweiten.
Vielleicht sieht es im Strickwerk ein bisschen besser aus?

środa, 27 stycznia 2016

Ukręciło się

W zeszłym roku się, rzecz jasna, ukręciło.
Im vorigen Jahr, ganz klar, wurde das Garn gesponnen.


To Wensleydale, na skarpetki, to również oczywiste. Jeden motek 154 m/60 g, drugi - 145 m/50 g.
Es ist die Wensleydalewolle, für ein Paar Socken - auch klar. Ein Strang (60 g) hat 154 m, der zweite (50 g) - 145 m.


W singlu była ładniutka.
Als Singlegarn war es ganz hübsch.




A w czesance jeszcze ładniejszy.
Im Kammzug noch hübscher.


No i już wiadomo, jaki jest w skarpetkach.
Es ist schon auch bekannt, wie sieht es in den Socken aus.

środa, 6 stycznia 2016

Ostatnie w zeszłym roku

W zeszłym roku to przedostatnie skarpetki, czterdziesta druga albo trzecia para. I znowu ze skarpetkowej alpaki. I znowu nie dla mnie.
Es sind die vorletzten Socken im vorigen Jahr, das zwei- oder dreiundvierzigstes Paar. Wieder aus Sockenalpakawolle gestrickt. Und wieder nicht für mich.



Alpakę farbowałam ze trzy lata temu, turkusowej było 5 dag, ok. 1 dag białej, do tego 2 dag nylonu i powstały rolady.
Die Alpakawolle habe ich vor drei Jahren gefärbt. Aus 5 dag der türkisfarbenen, ca. 1 dag der weißen und 2 dag Nylon sind die kardierten Rollen entstanden.


Przędła się tak sobie...
Es ließ sich mittelprächtig spinnen...


 ale ze skarpetkową grubością problemu nie było.
mit dem SoWo-Volumen hatte ich jedoch kein Problem.


W turkusowym motku było 292 m, w białym 75 m. Jeszcze trochę mi zostało. Może kiedyś zrobię sobie alpaczane resztkowce?
In dem türkisfabenen Strang hatte ich 292 m, in dem weissen - 75 m. Nach dem Stricken ist mir noch etwas dieser Wolle geblieben. Vielleicht stricke ich in der Zukunft auch für mich Alpakarestesocken?

I jeszcze ostatnie skarpetki z zeszłego roku, resztkowce typowe skarpetkowe.
Und die letzten Socken des vergangenen Jahrs - die Standardrestesocken.




Ich habe an meine deutschsprachigen Kolleginen und Leserinnen eine Bitte. Im Text zum Übersetzen habe ich ein Wörtchen, das ich gar nicht verstehe und nirgends finden kann. Ich weiß nicht, was das ist. Es heißt Blaufett und man soll damit angeblich Ostereier färben (vor allem in Ungarn, jedoch auch in dem deutschsprachigen Raum, wo konkret - weiß ich nicht). Vielleicht weiß jemand, was das ist. Dann bitte, gebt mir Bescheid. Hilfe!

czwartek, 24 grudnia 2015

Życzę wszystkim...

Chociaż śniegu brak, są święta i jest choinka.
Es gibt zwar keinen Schnee, jedoch gibt es sowieso Weihnachten und der Weihnachtsbaum.


A na mojej choince bombki, które dostałam od Małgosi (nadal nie założyła bloga).
Meinen Weinachtsbaum habe ich mit Weihnachtskugeln von Małgosia (weiterhin führt sie leider kein Blog) geschmückt. 


I janioły też od Małgosi.
Die Engel sind auch von Małgosia.

I świąteczny stół nakryty serwetą od Małgosi (jeszcze wiosną dostałam).
Mein festlicher Tisch ist mit der Häkeldecke von Małgosia gedeckt (ich habe die Decke noch im Frühling bekommen).  


A kiedy dziś rano okazało się, że zapomniałam kupić migdałów do szarego sosu, wystarczyło sięgnąć do... świątecznej paczuszki, która przyszła od Małgosi. Były tam!
Wenn es sich heute früh erwiesen hat, dass ich keine Mandeln (notwendige für eine Sauce!) zu Hause habe, konnte ich einfach... ins weihnachtliche  Päckchen von Małgosia greifen. Es gab Mandeln darin!

Życzę więc wszystkim wesołych świąt Bożego Narodzenia, mnóstwo zdrowia, pięknych prezentów i... takiej Małgosi jak moja - Bóg mi ją zesłał przez internet.
Ich wünsche allen also frohe und gesunde Weihnachten, schöne Geschenke und... solch eine Freundin, wie meine Małgosia, die mir lieber Gott über Internet geschenkt hat.