wtorek, 4 grudnia 2012

Nareszcie

Nareszcie usiadłam do maszyny. Życie mnie zmusiło. Najpierw nieśmiała uwaga Puchatka, że chyba poszwa na kołdrę się przesiała, potem dziura w poszewce. Do kosza poszedł też kolejny uszyty pięć lat temu komplet pościeli. I tak przed kolejną zmianą stanęłam bezradnie przed bieliźniarką, stanowczym ruchem wsunęłam kołowrotek do kąta i wyciągnęłam z komody (nie jedynej) wypełnionej hektarami tkanin trochę białego bawełnianego płótna i skarb prawdziwy, czyli "Guinevere" Sandersona (wzór z roku 1989, jestem fanką wzorów Sandersona z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku) i zmusiłam się do uszycia kompletu. U mnie nie jest to łatwe zadanie, bo po pierwsze: ja nie akceptuję pościeli kolorowej w całości, Puchatek nie akceptuje pościeli białej w całości. Musi więc być łączona. Co zrobić, żeby nie wyglądała jak sztukowana? Po drugie: muszę szyć, bo nie ma u mnie nic o standardowych wymiarach - kołdra 180 x 200 cm, 2 poduszki 50 x 70 cm i 3 powłoczki na gorczycowe jasie (własnej roboty) 35 x 40 cm, do tego 2 typowe jasie 40 x 40 cm, w sumie 7 powłoczek. Koszmar.


Zdjęcie, niestety, jak z piwnicznej izby, z powodu fatalnych warunków świetlnych. Za ciosem powstały jeszcze dwa obrusiki na stół. W tej sprawie: jeśli ktoś ma problem z kopertowymi narożnikami, tak jak ja miałam przez wiele lat mimo stosowania się do różnych instrukcji z różnych mądrych książek i czasopism, służę pomocą - sposób, ktory w końcu wymyśliłam i zastosowałam już dziesiątki, może setki razy, sprawdza się bez pudła.
A kontynuując myśl poprzednią podam jeszcze trzecią trudność: szyję na zabytku, moja maszyna przekroczyła już czterdziestkę.


Nie zmieniam jej na nową, bo te nowe są wprawdzie znacznie cichsze (ja po 22.00 nie mogę szyć), ale to leciuteńkie zabawki z plastiku naszpikowane elektroniką, a moja maszyna szyje też ciężkie materiały (nawet skórę), nie "lata" mi po stołku, ma co trzeba (czyli ścieg elastyczny i nawet kilka hafciarskich) i nie zepsuła się przez te czterdzieści lat, a igłę w tym czasie złamała tylko jedną. Chociaż wiele przeżyła, włącznie z polewaniem lakierem do drewna i podpalaniem. Na jej działaniu nie zrobiło to żadnego wrażenia, za to na wyglądzie walizki (gdyż jest to walizkowy Łucznik) ta akcja zostawiła wiele śladów. Dlatego ma teraz najładniejszą walizkę świata.


Ma ją zresztą tylko dlatego, że nie wiedziałam, na co sie porywam - brawura to najlepsza recepta na sukces. Kiedy ładnych parę lat temu koleżanka z pracy pokazała mi pudełeczko w dekupażu, natychmiast musiała mi powiedzieć, jak to się robi. I już w najbliższy weekend przystąpiłam do działania "opowiedzianą" metodą. W niedzielę wieczorem walizka (przedtem zalana lakierem i poopalana) była gotowa. Pokazałam jej zdjęcie i usłyszałam: "Ale to przecież takie wielkie motywy..." "No to co? - zapytałam. - Chyba lepiej, szybciej idzie." Dziś za klejenie takich wielkich motywów z pojedynczej warstwy serwetek w ogóle ze strachu bym się nie zabrała. A wtedy... Nie wiedziałam, że to taka trudność, więc trudności nie było żadnej. To była moja pierwsza praca w dekupażu - kompozycyjnie taka sobie, za to technicznie idealna. Stołek, na którym stoi maszyna, już szósty rok czeka na wykończenie. Ale cóż, teraz robię w wełnie...
A przy okazji: ze zdjęcia wyłania się czwarta trudność - jak widać szyję w ciemnym ciasnym kącie (maszyna tam stoi na stałe, zdejmuję tylko walizkę, podjeżdżam niecały metr z fotelem od komputera, na plecach mam deskę do prasowania, również rozstawioną na stałe, żelazko stoi nade mną na regale - widać zwisający kabel, nie ma jak się ruszyć). Szycie hektarów materii na poszwę 180 x 200 cm jest w tych warunkach naprawdę frustrujące. Dlatego poczytuję sobie mój nowy komplet pościeli za wyczyn i bardzo jestem z siebie zadowolona. Tak bardzo, że dzisiaj mają powstać nowe zasłony do tegoż pokoiku, zwanego nie bez powodu pakamerą, oraz dwie zimowe nocne koszule dla mnie (w planach od dwóch lat), a pojutrze (bo towar musi do mnie dotrzeć) nowe gładkie woalowe firanki do "dużego" pokoju, bo "farmerskie" (tak mój brat nazywa firanki haftowane na siatce filet) już sie kompletnie podarły. Może do świąt uda mi się z pomocą maszyny uzdrowić domową sytuację i u progu Bożego Narodzenia nie stanę goła, bosa i obdarta.

15 komentarzy:

  1. Widzę, że u Ciebie też ruch przedświąteczny zapanował :) podziwiam pracę wykonaną w tak ciężkich warunkach lokalizacyjnych ;)
    Materiał rzeczywiście uroczy :)
    Patrzyłam na tę walizkę i się przyglądałam i póki nie doczytałam w tekście zachodziłam w głowę gdzie takie fajne walizki sprzedają ;) moja Mama własna posiada singera walizkowego, którego góra również jest po wielu przejściach - jeśli uda mi się z zimną porcelaną to może nad nim się popastwię :)
    Ps: to tak zawsze jest - ludzie uważają, że coś jest niemożliwe i niewykonalne, aż wreszcie przychodzi ktoś kto tego nie wie i po prostu to robi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, taki ruch... Właśnie odpuściłam na dziś drugą koszulkę. Z porcelaną na bank Ci sie uda, bo się nie ma co nie udać. I z walizką też!

      Usuń
    2. A jednak uszyłam tę drugą koszulkę! Victoria!

      Usuń
  2. Oby Ci tylko zdrowie służyło i żebyś świąt nie spędziła w nowej koszuli w nowej pościeli:)Maszyna piękne ma ubranie,ale w prawym kąciku stoi stosik pudełek,które także skutecznie przyciągają uwagę.Pozdrawiam:)ps właśnie policzyłam swoje poduszki i mam 6 każda w innej powłoczce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff, to nie tylko u mnie ta wariatacja? Już mi lepiej!

      Usuń
  3. Kochana masz złote ręce (co widać) i zwinność frygi (w tych warunkach konieczna), pomysłowość Dobromira ( to co niewykonalne dla Ciebie zawsze jest możliwe do zrobienia) i jesteś bogata w talenty (nawet takie o które siebie nie podejrzewasz), a pracowitość wyklucza jakiekolwiek ubóstwo. Pościel cudna i jak mnie potrzeba przyciśnie zgłoszę się po nauki (też mam wiekowego łucznika i czasem szyję). Walizka zasługuje na wyeksponowanie jej. Czekają Ciebie piękne Święta i wij w swoim gniazdku wij dla przyjemności i ....:)
    Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! Tak mi mów, tak mi mów, tak mi dobrze!

      Usuń
  4. materiał piękny, komplet pościeli jeszcze piękniejszy - aż mi żal, że jakoś nie lubię szyć :))
    Ja lubię pościel z adamaszku ale to raczej wersja letnia teraz to zakładam flanelę bo zmarzluch jestem, a na Boże narodzenie goła nie będziesz wszak na pewno masz skarpety i szale :))
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem fanką szycia, zwłaszcza ostatnimi czasy. Bez wełnianych skarpetek do łóżka nie wchodzę, ale z szalika rękawów się nie da zrobić, więc te koszule z rękawami chyba uszyć muszę;)

      Usuń
  5. Jak widać czasem to dobrze gdy nas życie do czegoś zmusza :). Dzięki temu masz luźniej w komodzie i dorobiłaś się pięknego kompletu pościeli. I to uszytego w mało komfortowych warunkach - podziwiam! Na szczęście moja kołdra i poduszki pasują do gotowych kompletów pościeli ale poszewki na jaśki już muszę szyć sama. I też najczęściej życie mnie zmusza do takiego szycia :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do luzu w komodzie to chyba jeszcze kilka przymusów muszę zaliczyć. Jak otwieram swoje komody z tkaninami, to od razu mam tysiąc pomysłów, dopóki nie zaczynam myśleć, jak to skroić. To świństwo produkować takie piękne tkaniny na pokuszenie takich szaleńców jak ja.

      Usuń
  6. Zakochałam sie w tej skrzyni na Twoją maszynę! Bo mi się marzy taki pokój szalonej rękodzielniczki, który cały będzie w koronkach, tkaninach w kwiaty, pastele i biel, ale nie żeby kogoś zemdliło :D a szycie poszewek to chyba w powietrzu wisiało, bo ja też zostałam przez rzeczywistość zmuszona do uszycia kilku sztuk na jaśki, jutro pewnie skończę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowe, grudzień! Człowiek sprawdza stany i okazuje się, że lubi czy nie, do maszyny zasiąść musi. Jakbym Ci pokazała "pokój rękodzielniczki", to by Ci włos dęba na głowie stanął. Widziałaś kiedyś 24 kartony wszystkiego w bibliotece (a stare książki śmierdzą!), gdzie wszędzie walają się kłębki, motki, luźne czesanki, kudły popychane tymczasowo w foliowych torbach wszelakiego koloru? Ha, ha - koronki, tkaniny w kwiaty, pastele i biel! Pieprznik zwykły to jest!

      Usuń
  7. No to ja Ci życzę żeby się wszystko do świąt uszyło!!! pościel przecudna, bardzo podoba mi się ten wzór :) No i Walizka na łucznika przecudna, a skrzyneczki obok też ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plan na dziś wykonany, czekam już tylko na ten woal, co ma pocztą przyjść (będzie katastrofa, Pan Marcin na urlopie!). Skrzyneczki obok to taki regalik na kółkach, złożony z pojedynczych skrzynek różnej wielkości i głębokości, które górą wchodzą jedna w drugą (2 skrzynki pełne serwetek do dekupażu! Ginę w tych wszystkich rzeczach!). Taki regalik to bardzo przydatna rzecz, bo mozna z nim przejechać w inny kąt. Zwłaszcza zimą warto, bo w tym miejscu zastawia kaloryfer:))) Ale gdzie indziej nie ma już miejsca:)))))))

      Usuń