środa, 27 lutego 2013

A jednak się kręci!

Nie za wiele się kręci, ale jednak.
Na sweter Puchatka powstały dwa nowe moteczki.


Szara alpaka 120 m/70 g.


I brązowa alpaka 150 m/70 g.
Jak widać, z braku nieustających ćwiczeń, nijak nie jestem w stanie trafić w 200 m/100 g. Może też się nie zanadto staram.
Kurz: Es entstanden zwei weitere Stränge von Alpakawolle für den Pulli meines Mannes: die braune 150 m/ 70 g und die graue 120 m/70 g.

Oprócz tego skończyłam gręplowanie jednej z partii moich Hebrideanów - tej, którą pokazywałam tu. Owieczki pokazywałam tu.
No i mam zagwozdkę, mimo że mam już piękną i mądrą książkę o runach (i bardzo mi się ta książka podoba), a w niej również o Hebrideanach.


Bo w książce jest o tym, że jak to u owiec prymitywnych włosy w runie tej rasy są dwojakie: okrywa i puch. A moje loczki wyglądają tak:


A po rozmamłaniu tak:


I widać wyraźnie, że to nie "dwuwłos", tylko "trójwłos". Są długie, na końcach brązowe włosy okrywy, czarne włosy właściwego futerka i u nasady loków krótkie szare włoski, miększe niż kaszmir. Stosunkowo łatwo jest oddzielić te brązowe włosy od reszty (ja tego nie robiłam, szorstkie mi nie przeszkadza), ale te szare mięciutkie już nie tak łatwo, chociaż część oddziela się sama w "kuleczkach". Duża część daje się wydłubać podczas gręplowania. Mimo to sporo tego pozostaje i zbija się w "kulki".


Z 600 g upranego runa po zgręplowaniu zostało mi 560 g i na oko jest to całkiem imponująca ilość (postawiłam obok Fantazję).


Zobaczymy co się z tymi szarymi włoskami będzie działo podczas przędzenia, czy "rozejdą się" i dadzą wprząść, czy trzeba bedzie wydłubywać.
Kurz: Ich habe auch ein Teil meines Hebrideanvlieses kardiert. In dem klugen Buch "The Fleece and Fiber" las ich, dass Hebrideans, wie alle primitiven Schafen, Ober- und Unterhaar haben. In meinem Vlies haben sie Ober-, Unter- und kurze, graue, sehr weiche Haare am Ansatz. Am Kardieren versuchte ich sie auszuklauben. Es war aber nicht leicht. Es gibt noch viele graue wieche Haare in den kardierten Vliesen. Ich bin gespannt:  läßt sich der Rest einspinnen, oder nicht. Aus 600 g gewaschener Wolle habe ich 560 g kardierter Vliese bekommen. Beim Spinnrad sieht der Vliesenberg imposant aus. 

Dotarła do mnie wczoraj (Panem Marcinem) przecudnej urody alpaka w kolorze light rose grey, którą się tu i ówdzie już zdążyłam pochwalić. Alpaki jest 550 g i jest cudna - nie będę grzeszyc skromnością za to zwierzę o przepięknym kudle. Nadal leży nieuprana, a ja się z nią miziam.
Mein Postbote hat mir gestern 550 g Alpakawolle aus England (Farbe: light rose grey)  gebracht. Sie ist wunderschön, ich bin begeistert.


Poza tym rogaliki weszły już u mnie do stałego repertuaru.
Außerdem sind die Hörnchen bei mir zu Hause schon Repertoirestücke.


No i jak co tydzień przez całą zimę zrobiłam dżem z kilograma pomarańczy.
Und - wie jede Woche im Winter - habe ich wieder Konfitüre aus einem Kilo Orangen gemacht.


Z utęsknieniem czekam na koniec sezonu pomarańczowego i pozdrawiam wszystkich!
Ungeduldig warte ich auf den Orangensaisonabschluss und grüeße alle herzlich!

23 komentarze:

  1. Jeśli masz szafę pełną ubrań w których już nie chodzisz, serdecznie zapraszam Cię na SWAP w warszawskim Blue City

    http://www.facebook.com/events/409105989177541/

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ożesz... zresetowało mi cały wpissssss, wrrrrrr.
    A tyle wpisałam 'ochów i achów' na temat wyczesanego runa i jednego i drugiego. Alpacze ma piękny kolor, marzy mi się taki. ;-) Poglądowe zdjęcie wyczesanego tego od Hebrideanów (pierwszy raz słyszę w ogóle o takich owcach i jak zwykle chciwie czytam to, co piszesz :-) ) w relacji z Fantazją robi wrażenie. Oj, jakże ono musi być wyczesane, pulchne i w ogóle.
    Widzę, że przy garach też szalejesz. Powinnam wziąć przykład i zrobić kilka słoików pomarańczowego dżemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, ja się temu alpaczanemu kolorowi nie potrafię oprzeć. Już sobie obiecywałam, że ani grama więcej alpaki w tym domu, ale jak widzę rose grey, rozum mi ucieka gdzieś w siną dal.
      Hebrideany są cudne jak diabli (dosłownie, zresztą w ogóle owieczki mają tak zbudowane oko, że wyglądają "dibelsko") i puch maja mięciuteńki. Ja się kocham w "prymitywach". To kolejna "sekcja", której nie potrafię się oprzeć.
      Na pomarańcze czas najwyższy, wciąż jeszcze udaje się kupić po 2 zł za kilo. Ale nie to najważniejsze, potem będą "suche" i dżem już taki dobry nie będzie. A latem też coś trzeba przecież do tego ciasta pchać, zanim dojrzeją truskawki.

      Usuń
  3. Ja już mam kompleksy co looknę do Ciebie to coś wyczesane, wychuchane, wymiziane i nitecznki cudniste, a jeszcze dbasz, aby Puchatek osiągnął kształt bryły idealnej (podpowiadam kuli). A ja obibok jeszcze nie pokonałam szerokości balkonu, aby pstryknąć wiosnę. Nie mogę spokojnie zaglądać do Ciebie, bo ciągle czymś nęcisz i kusisz i nawet odległość (choć to jakieś 500 kilometrów) nie pomaga.
    Z całego serca życzę nadejścia wiosny,
    choć robi się ze mnie człek zazdrosny!!!
    Małgorzta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosny, tak, wiosny! Ja wcale nie chcę upaść Puchatka, ja tylko "plastruję" swoje poczucie winy, że nie jestem dość dobra na przykład w wycieraniu kurzu. Logiczne: jak zużyłam czas na ciasto, to nie miałam go na ścierę:)))

      Usuń
  4. Głodna się robię, na rogaliki zwłaszcza. Naleśnikiem z takim dżemem też bym nie pogardziła. Może rzeczywiście skuszę się na zimowe zaprawy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się, to banał - minimum czasu, maksimum satysfakcji!

      Usuń
  5. Sou apaixonada pelo pé de laranja na casa de minha mãe....geralmente em Junho estão maduras no ponto de colher, fazer compotas é uma ótima ideia.
    Beijos
    Joelma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em nossa época de laranjas neste inverno.
      Beijos
      Aldona

      Usuń
  6. W sumie to jak się policzy to średnia z tych dwóch nitek wychodzi prawie 200m/100g więc jesteś blisko doskonałości.

    Zastanawiam się co się stało z 40g runa w czasie gręplowania. Coś tam pewnie wypadło jakieś drobiazgi, ale zdumiewa mnie, że AŻ TYLE.

    Pozdrawiam serdecznie
    I czekam na zobaczenie gotowej, wyczesanej i uprzędzionej alpaczki w kolorze szaro-srebrnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, do doskonałości, ba, do rzemieśliniczej średniej, to ja mam jeszcze spory kawał drogi. Ta strata runa podczas gręplowania to bardzo niewiele. Zawsze masz straty przy czesaniu, bo musisz odebrać i wywalić te kołtuny, które nie daja sie rozczesać, niedopatrzone przy przebieraniu podstrzyżenia, a tutaj jeszcze te kuleczki z szarego hebrideańskiego kaszmiru. Z runem tak już jest (taśma to luksus). Ze zwartblesów z 15 deko zrobiło mi się po czesaniu 11. I to też nie jest duża strata. Z polskich owiec z zestrzyżonego runa zostaje Ci 35-75% czystej, wyczesanej wełny do sprzędzenia - to nie moje dane, ale wiarygodne.
      Na zdjęciu tej alpaczki nie do końca widać kolor - on jest raczej... szaro-brzoskiwniowy:)))

      Usuń
  7. Wełenki cudne, ta ciemnobrązowa podoba mi się w szczególności.... Runo też się pięknie prezentuje, ale najbardziej zaciekawił mnie ten pomarańczowy dżem??? czemu akurat zimą jest sezon na niego i w ogóle ciekawam przepisu bo nigdy przetworów z cytrusów nie robiłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie wiem dlaczego tak jest sezon, to by trzeba było Pana Boga zapytać, dlaczego tak to wymyślił, ale w Hiszpanii, Włoszech i Grecji, a głównie stamtąd są te do kupienia u nas, zbiory cytryn i mandarynek zaczynają się już w listopadzie, a od połowy grudnia są i pomarańcze. Dlatego najwiecej dżemu robię w grudniu i w pierwszej połowie stycznia. Wtedy są tanie (kupowałam nawet po 1,20 zł za kilo) i jędrne. Teraz zaczynają być trochę takie klapnięte, jakby nadgnite były w środku, a pod koniec marca to już będą takie suchawe. Dżem jest nieekologiczny i najprostszy na świecie: z kilograma pomarańczy (jędrnych, od 4 sporych do 7 małych wchodzi na kilo) z połowy ścierasz skórkę (na drobnej tarce, tej bardziej "marchewkowej", nie drobniutkiej "kartoflanej")długimi pociagnięciami, cały czas obracając pomarańczę (żeby tego białego, gorzkiego pod skórką nie załapać). Potem wszystkie obierasz (miąższu z sokiem jest jakieś 65-70 deko) i podzielone na połówki kroisz (ja kroję w kostkę, najpierw ukośnie w stosunku do błonek, a potem prostopadle w stosunku do własnych cięć, nic nie wykrajam spomiędzy białych błonek, chyba bym oszalała). Robie to na duzym obiadowym talerzu, żeby mi sok nie uciekł, bo go razem z pomarańczami i tą startą skórką z połowy owoców wrzucam do garnka. Do tego wsypuję 2/3 opakowania żelfixu 3:1 (a jak nie ma, to całe opakowanie żelfixu 2:1, a jak chcesz nazwać dżem ekologicznym, to idziesz do sklepu ekologicznego i kupujesz pektynę jabłkową i wsypujesz - to dokładnie ten sam produkt, ale niektórzy lepiej się czują ze sklepem ekologicznym), stawiam na gaz, zagotowuję, na tę ilość owoców dodaję 28 deko zwykłego cukru, mieszam, gotuję 6-8 minut od zawrzenia. Wlewam do (3) słoików, zakręcam. Można tak zostawić, ale ja wszystko pasteryzuję (w wodzie, w garze 20 min). I już. Bez pasteryzowania nie więcej niż pół godziny roboty. Przestrzegam przed przerabianiem na raz więcej niż 2 kg - paznokcie źle znoszą obieranie, nawet nożem (ja nożem odrywam skórkę, to idzie łatwiej). Aaaa, skórkę z reszty pomarańczy też ścieram (przedtem szoruję je szorstkim zmywakiem pod gorącą wodą) i dodaję do kruchego ciasta (albo mrożę, żeby potem dodać) na placek pomarańczowy (jak mazurek z dżemem powyżej) albo w małym słoiczku przesypuję cukrem, zakręcam i zagotowuję. To mam kandyzowaną.
      Buziaki!

      Usuń
    2. Przyznam szczerze że nigdy nie śledziłam pory na zbiory cytrusów, a pomarańcze to kupuję od czasu do czasu tak do zjedzenia (w ogóle owoce zagraniczne jadam rzadko, dużo bliżej mi do tych rodzimych) stąd nie wiedziałam że akurat taka pora zbiorów.... Za przepis na dżem ogromnie dziękuję :*

      Usuń
  8. Oesusie, wszystko takie ładne u Ciebie, czuję się bezproduktywna do kwadratu, gamoń ostatnimi czasy ze mnie. Za tę ilość alpaki, jaką pokazujesz, powinnam Cię na rączkach nosić. Nawrzucasz mi kontaktów do hodowcy, jak Cię ładnie kiedyś poproszę, prawda? A dżemu pomarańczowego bym potrzebowała do kaczki- wrzucałaś tu przepis kiedyś, czy mi się wydawało?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawrzucam, rzecz jasna, ale teraz to Ty chyba w pipetkach utonęłaś. Nie szukaj dżemu daleko, masz piętro wyżej, w odpowiedzi na komentarz Chmurki. Naprawdę niemyncący! Dżem znaczy, nie mój przepis:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka mnie się podoba i jestem z niej zadowolona, mam nadzieję, że Tobie również sprawi wiele radości :)))
    Ja też byłam trochę zdziwiona jak swego czasu dostałam runo Shetland (celem testów)od Alicji (Tkackie historie). Też miało to drobne milusie (doszłyśmy do wniosku podszerstek jak u psa:) ale czy na pewno - ja raczej stawiałabym na tzw.: kemp fibre. Przypuszczam, że gdzieś tam pisze skąd to się bierze i dlaczego ale trzeba poszukać - jedno jest pewne psuje wygląd nitki, przynajmniej mnie robiły się takie mało estetyczne kulki.
    Reszta jak zwykle zachwycająca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka cudna jest! To ja te kulki będę wybierać! Ale aż szkoda tego mniamniuśnego, mięciutkiego podsierstka!

      Usuń
  11. Moc pokus u Ciebie! Zacznę od rzeczy najmniej istotnej acz radosnej - krupczatkę znalazłam! daleko nie stała, bo w polskim sklepie za rogiem ;) W weekend rogaliki będą, bo mnie skręca od tych Twoich wirtualnych. Dżemik kiedyś zwędzę, choćby w postaci przepisu... :)
    No a reszta, ta branżowa bardziej... to wiesz, jakiś smutek mnie ogarnia, że ja taka niepozbierana jestem :/ Niby natrzaskałam czapek, ale nie ma komu zdjęć zrobić, bo ja preferuję na ludziu, a sama na sobie to umiem tylko skarpetki obfocić... i tak się zbierają te zaległości i w dodatku od miesięcy nic się nie przędzie :/ za to próbki najróżniejsze zamówiłam z WOW, więc nadzieja jest, ze mi się niedługo Sonatka rozkręci...
    A u Ciebie wszystko takie piękne - niteczki równiutkie i smakowite, kudły alpacze aż nie do wiary... Skulkowaniec Hebridean też wygląda cudnie, mam nadzieję, że nie da Ci popalić podczas przędzenia i elegancko się rozkulkuje...
    Ech, pozdrawiam z lekką nutą dekadencji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! To Wy tam w tej Belgii jak w domku macie, powodów do współczucia brak! Dżemik bierz jak swój!
      A tych czapek to na swoim ślubnym/nieślubnym nie możesz zrobić? Że sie nie przędzie, to szkoda, bo Ty ładnie przędziesz, tak precyzyjnie.
      Moje niteczki tylko na zdjęciu równe są, w życiu to różnie. Teraz jakąś cieniznę kręcę i raczej od kółka do korbki mnie rwie. Tego skulkowańca bym skręciła, ale na razie nie mogę sobie pozwolić. Ja tam w nosie mam takie bezrobocie... Żebym ja na bezrobociu nie mogła popracować nad tym, nad czym chcę!

      Usuń
  12. Dobrze przeczytałam? 560 gramów i sięga kołowrotkowi do połowy? Bardzo to chyba puchate? No i ciekawa jestem, ile finalnie będzie z tego w wagowo i metrowo włóczki gotowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo puchate!Wagowo pewnie będzie z 550 g, bo będę te kulki wydłubywać, a metrowo... Kto wie?

      Usuń
  13. Podziwiam Cię taka praca mozolna i wychodzą cudeńka różnych kolorów :) ewa

    OdpowiedzUsuń