poniedziałek, 25 lutego 2013

Mam lenia...

... zwłaszcza do pisania, bo i pochwalić się nie bardzo jest czym. Z urobku zeszłego tygodnia najbardziej efektowna jest chyba znana już, świeżo ukręcona "firmowa". Kolejna partyjka:


Tym razem tylko 145 g, 90% merino superwash, 10% superbright trilobal nylon.


Kurz: Ich habe letztens keine Lust zu schreiben. Viel zum Zeigen habe ich auch nicht. 
Auf den Bildern (oben): Vliese aus 90% merino superwash, 10% superbright trilobal nylon, 145 g.

I jeszcze trochę "Prawa moralnego" ukręciłam:


W śniegu i za dnia nie nazbyt atrakcyjne, rozbłyskuje dopiero przy sztucznym świetle, gdy "niebo gwiaździste nade mną" i zachwyca swoją skromnością i mocą, jak pewnego Kanta moralne prawo w nim. I nawet wygląda całkiem jak rozgwieżdżone niebo. Jest tego 240 g, 95% to wełna z kaszmirem w stosunku, którego za nic nie pamiętam (miękka jak puch) i 5 % srebrzystego superbright trilobal nylon.


Kurz: Ich habe auch ein bisschen Wolle mit Kaschmere (95%) und Super bright trilobal nylon (5%) "gedreht", ca. 240 g. Ich habe es "Das moralische Gesetz" genannt, da die Weichheit, Bescheidenheit und heimliche Kraft des Vlieses versetzt mich in Erstaunen, gleich wie das moralische Gesetz I. Kant in Bewundern.

Dostałam też od teściowej trochę (65 g) sierści z jej owczarka niemieckiego, Sary, to skręciłam.


Von meiner Schwiegermutter habe ich 65 g Haare von ihrem deutschen Schäferhündin Sara bekommen, so habe ich es kardiert.


I tyle w głównym nurcie, reszta to "takie tam", które zajmują lwią część mojego czasu.
Po pierwsze: zrobiłam porządek. Trzy dni to trwało, zanim wyłonił się z chaosu. Może to nie powala na kolana, ale:
(Und so viel im Mainstream. Ich habe aber auch in "meinem" Zimmer Ordnung gemacht.)
Przedtem (vorher)


Potem (nachher)


Spis wełnistej treści 33 kartonów (Inhaltsverzeichnis der 33 Wollekartons)


Kartony otrzymały też swoich strażników. (Die Kartons haben auch ihre Wächter.)


Mam więc nadzieję, że znów mam na co najmniej pół roku spokój ze swoim chlewem Augiasza.
Ich hoffe also, daß ich zumindest für ein halbes Jahr meine Ruhe mit dem Augiasstall habe.

Poza tym zobaczyłam u Aneczki (tu) rogaliki według przepisu innej Ani (tu), i ruszyłam do sklepu po twaróg. Nie wierzyłam, że aż takie pyszne, więc zrobiłam z połowy składników (zamieniając margarynę na masło, bo o utwardzanych olejach, zwłaszcza rozgrzewanych, swoje zdanie mam).


Osobiście ciasta jeść nie mogę, ale rogaliki musiały być pyszne, bo słońce mojego żywota po powrocie z pracy zupę jakoś obok rogalików przetrzymało, ale już przy pieczonym boczku z chrzanikiem pękło. Zagryzało go systematycznie rogalikami z ręki. Takiego spektaklu w jego wykonaniu (to bardzo kulturalny człowiek, który potrafi się przy stole zachować, w dodatku dość konserwatywny w łączeniu smaków) jeszcze nie widziałam. Może to wpływ naszego psa? Tak czy owak to najwyraźniej wypiek czarodziejski, więc około północy na stół wjechała druga partia rogalików. I do rana zniknęła.


Kurz: Ich habe ein gutes Hörnchenbackrezept  gefunden (hier - wenn jemand möchte, dann bitte schreiben, ich übersetze gern) und gleich gemacht. Wirklich lecker! Mein Mann (das zivilisierte Mensch mit konservativem Geschmack) aß die Hörnchen zum Bratspeck mit Meerrettich - so was habe ich noch nie gesehen. Bis zum Ende des Hauptgangs konnte er nicht aushalten. (Vielleicht ist es Einfluss unseres Hundes?)

No i jeszcze powstały wreszcie dwie nowe "dęte" lampy, który to proces zajął dwa i pół roku z powodu braku stolarza. W każdym razie takiego, który umiałby zrobić podstawy do tych lamp. Tej dla teściowej nawet nie sfotografowałam, bo jest z prawie nowej trąbki, a ja jestem przeciw niszczeniu czynnych instrumentów dla kaprysu (ale lampa bardzo jest elegancka). Moje lampy są z instrumentów wysłużonych, u mnie na emeryturze. Proszę bardzo, oto ta niezwykle trudna do wykonania w naszych czasach drewniana podstawa.


Mamy totalny upadek rzemiosła.
No i jest też nadzieja, że moja Harfa zyska nowe, metalowe mechanizmy zapadkowe. Okazuje się bowiem, że to nie ja miałam fochy w sprawie tego skopanego mechanizmu (a już zaczęłam myśleć, że może "złej tańcownicy...", skoro innym to nie przeszkadzało) - państwo Kromscy na swoich stronach zapraszają wszystkich, którzy kupowali Harfy mniej więcej wtedy, kiedy ja, i wcześniej, po komplety nowych plastików.
Kurz: Zweieinhalb Jahre habe ich einen Schreiner gesucht, der mir den Lampenfuß für diese Lampe macht. Es war zu kompliziert für unsere Schreiner. Die Lampe ist doch endlich da!

No i nastawiłam jeszcze oliwę z ziołami, żeby zapaszkiem przechodziła (i zdobiła przy okazji, obok spłowiały "psi skarbczyk").


Ich habe auch Kräuter mit Olivenöüberschüttet (eher für Schmuck, als für Geschmack), daneben das alte "Hundetresorchen".

A poza tym nawet u mnie czasem coś zakwita - pierwszy raz próbuje zakwitnąć pasiaty aloes.
Und sogar bei mir blüht manchmal etwas - zum erstem Mal versucht es meine gestreifte Aloe.


Gratuluję wszystkim, którzy wytrwali do tego momentu i serdecznie pozdrawiam!
Ich gratuliere allen, die bis zu diesem Moment von dem Post nicht abgelassen haben, und begrüßherzlichst!

37 komentarzy:

  1. Hallo - ich wollte das letztens schon schreiben, aber da wollte blogger nicht - vielen Dank, dass du auch Übersetzungen hinzufügst - das finde ich ganz toll, da die google Übersetzung manchmal lustig, aber auch nicht viel mehr ist.
    Tolle Dinge zeigst du - die philosophischen Batts finde ich super und besonders beeindruckt bin ich von den Inhaltsverzeichnissen deiner Wollkisten! Vom Füllungsgrad her kommt mir dein Zimmer sehr bekannt vor :)
    Liebe Grüße,

    Anne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danke schön! Ich vermute, daß wir alle ein bißchen mehr als ein bißchen wollverrückt sind!:))
      LG

      Usuń
  2. Also deine philosophischen Batts lassen mich dahinschmelzen. Die sind traumhaft schön! Nicht nur, dass du so Aufräumwütig warst findet bei mir vollste Bewunderung, sondern dass du überhaupt so fleissig warst. Waren das übrigens süsse Hörnchen, die zu Meerettich und Speck vertilgt wurden??? In meiner Heimat isst man beispielsweise Kartoffelsuppe mit Zwetschgenkuchen, von daher sind mir ungewöhnliche Geschmacksvorlieben nicht ganz fremd ;).
    LG bjmonitas
    PS: Schreibfaul bin ich auch grade. Es gibt nichts nennenswertes zu berichten, das Licht ist doof um schöne Fotos zu machen, aber ich werde, wenn auch etwas zeitversetzt, von den Aktivitäten berichten.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, ja, ja - das waren Hörnchen mit Quittenmarmelade! Bei uns ist die Zusammenstellung ungewöhnlich, geschweige bei meinem Mann.
      Wie Du siehst, mache ich die Fotos so, wie ich kann. In meinen Bedingungen werden sie auch im Früling sowieso nicht viel besser:-(
      LG

      Usuń
  3. Wyjątkowo pracowity ten Twój leń ;)). Całkiem sporo zrobiłaś i to rzeczy zajmujących mnóstwo czasu. Za porządki podziwiam - ja ciągle nie mogę się zabrać za spisanie i uporządkowanie mojego dobra i dzięki temu wiecznie przerzucam kartony, żeby znaleźć właściwy :(. Swoją drogą 33 kartony wełnistego dobra robią wrażenie (ja mam "zaledwie" 15 :)). Nic tylko życzyć Ci 100 lat w zdrowiu i pełnej sprawności, żebyś zdążyła to przerobić ;))).
    Pomysł z lampą świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lampy mam takie trzy, to przez pierwszą trąbkę, która na pchlim targu wyglądała tak smutno w stercie innych rupieci. Dlatego nie wiem, gdzie pracowała, powstała w Rosji. Potem był klarnet Sigiego (męża mojej przyjaciółki), który się definitywnie wysłużył. A teraz ta - to bardzo ciekawa sygnałówka, bo z tłoczkiem. Pracowała w Reprezentacyjnej Orkiestrze Wojska Polskiego. Sama geriatria!
      A wiesz, to nie jest mój pierwszy "spis treści", tylko tym razem wreszcie przepakowałam to wszystko w worki strunowe (skutek widoku jakiegoś przypominającego mola nocnego motyla w kuchni - dość tego molostresu!) i powkładałam tematycznie, tak, żebym wiedziała od razu, po co sięgam. Taki spis, jeśli się go aktualizuje na bieżąco, znakomicie się sprawdza. Polecam!

      Usuń
  4. No jak Ty piszesz o leniu, to ja już zaczynam się bać, a gdy napiszesz o pracowitym dniu, to ze strachu i wstydu schowam się w piwnicy i nie wyjdę do lata... :)))) Pięknie te wełenki się prezentują, już bym chętnie je w dzianinie zobaczyła :)) A co do rogalików na usta ciśnie mi się "a nie mówiłam???.." :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, to był tydzień, nie dzień, niestety!
      Rogaliki rewelacja!

      Usuń
  5. Chyba padnę ;)
    Albo jesteś dla siebie za surowa, albo ze mną jest coś nie tak, bo za cholerę trudno mi pojąć o co chodzi z tym Twoim leniem:)?
    I jak nie wierzyć, że kobietom z pasją trzeba dodatkowych pokoi, no jak!
    Mnie ratuje garaż, do którego ze względu na swoje zdrowie, po prostu nie wchodzę, a nowe dobra upycham po szafach :)

    No i ładne baciki ukręciłaś. Podobają mi się wszystkie, z poprzedniego wpisu również :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chodzi o to, że cokolwiek zrobię, to popatrzę i myślę sobie: "O takim goowienku to nie ma co pisać". I za chwilę to samo. Może to kręcenie i jest efektywne (kręcę właśnie Hebrideany), ale efektowne to ono nie jest.
      Tak, tak, tak, pokoi mi brak! Jestem w stanie zapełnić każdą powierzchnię i kubaturę! Garażu zazdroszczę, a szafy nie dam sobie tu wstawić (Puchatek od dwóch lat proponuje, żebyśmy ją tu zrobili), bo nic lepiej nie mieści tego dobra niż pudła!
      Za komplement bardzo dziękuję:)))

      Usuń
  6. Hej,
    Lubię czytać, nawet jeśli Ty uważasz, że piszesz o niczym. Więc pisz i to często. Bo te "nic" to mnie zachwycają. Szary z czymś tam jest piękny. Już wyobrażam go sobie w nitce.

    A te lampki z instrumentów to na żywo już mnie raz powaliły.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana jesteś niesamowita. Zapanować nad swoimi skarbami w takiej ilości jaką posiadasz to niemal cudotwórstwo. Do tego znaleźć czas na błyszczące i gwiaździste (zachwycające rzecz jasna) i jeszcze zadbać o Puchatka (wreszcie wiem skąd to czułe określenie)
    Lampa zachwycająca, pomysłowa no prostu nie do opisania. I jeszcze chciało się Tobie zioła oliwą zalać. I tak bardzo dbasz o otoczenie, że nawet z wdzięczności zakwita aloes!!!-(zapowiadając nadchodzącą wiosnę). No kobieto takiego lenia to ja życzę każdemu!!!
    Możesz jeszcze więcej pisać, bo z uśmiechem czytam wszystko, jak leci i nigdy nie jest za dużo.
    Myślę, że tymi porządkami przywołasz wiosnę (byłam w Płocku dwa dni temu i rzeczywiście głęboka zima panowała, a u mnie pod balkonem żółta łąka ranników kwitnie), czego z całego serca życzę!!!
    Twoje Szczęście powinno na rękach nosić Ciebie za te rogaliki!!!
    Dobra wracam do zachwycania się lampą, a Ty pracoholiku częściej pozwalaj sobie na lenistwo w takim wydaniu:)
    Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie już nie mogę tej wiosny doczekać, trudno, porzucę z rozkoszą robienie pomarańczowych dżemów (to moje zimowe cotygodniowe zajęcie), byle trochę słońca wpadło.Jak nie przyjdzie natychmiast, to jeszcze w nawyk (albo co gorsza nałóg) zalewania bezsłonecznego robaka trunkami rozweselającymi popadnę, w dodatku bez względu na świetlne okoliczności.
      Moje szczęście jest tak rozpuszczone, że uważa to za normę, niestety. Nie bez mojego udziału, rzecz jasna.
      Lampy moje też lubię:)))

      Usuń
    2. Myślę, że masz już dość nałogów i zalewanie robala zostaw innym. Chyba wypadnę do ogródka pstryknąć trochę wiosny i wyślę Tobie, może to pomoże w poprawie nastroju
      M.

      Usuń
  8. No jak to gratuluję, przecież czytało się przyjemnie z zapartym tchem....
    Roladki są fantastyczne, przepiękne :D
    Rogaliki wyglądają smacznie nie dziwię się "Słońcu Twojego życia" swoją drogą używasz określenia z "Gry o tron" to świadome???
    Pożądek w 3 pokoju imponujący- jesteś mistrzynią organizacji :D
    Lampa ogromnie mi się podoba wspaniały pomysł :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale może częściej a krócej, czytałoby się lepiej?
      Nie znam "Gry o tron", ale "słońce mojego żywota" wydawało mi sie dość powszechnym określeniem, zwłaszcza w romantyzmie.
      Za komplementy uprzejmie dziękuję!

      Usuń
  9. Dzięki za gratulacje, aczkolwiek się sądzę, by się należały. Wszystko mi tu sprawia przyjemność: i "firmowa", i widok Twojej pracowni, i apetyczne rogaliki, i ekstra-super lampa.
    Efekty Twojego lenia wywołują we mnie kompleks Bardzo Kiepskiej Pani Domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Z kompleksem daj se spokój, bo niby jak przy takim maluszku jak Twoja kruszyna! Poza tym porządek nie uszczęśliwia (czasem trochę ułatwia życie), a za wypieki i przetwory rzadko ktoś chwyta się przed trzydzistym piątym rokiem życia. Masz czas:)))

      Usuń
    2. Jeśli prawdą jest to co piszesz, to licznik już bije i powinnam zaprawiać coś więcej niż buraczki :-)

      Usuń
    3. To spróbuj pomarańcze, jeszcze są.

      Usuń
  10. also dafür, dass bei dir nicht viel los ist, ist aber eine menge hier los, ;-)
    klasse, was du so alles zu zeigen hast.
    ich hab im moment so keine lust auf wolliges, daher auch die bildbastelleien.
    deine lampe ist ja so was von toll geworden, sehr origenell, gefällt mir sehr.
    und alles sooooooooo schön aufgeräumt, wow, fleißig, fleißig.
    bin gespannt wie die batts versponnen aussehen.

    ein grüßle aus dem grauen, nassen berlin sendet dir
    flo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deine Bildbasteleien sind toll! Deine Strickseleien auch! Gafallen die neuen Ringelsocken deinem Sohn? Mir sehr!
      Ich habe meine Lampe auch gern - ich habe noch zwei ähnlichen, also eine Art geriatrischer Abteilung für Musikinstrumente in meinem Wohnzimmer.
      Mit dem Spinnen muss ich noch warten. Jeztz versuche ich die geliehene Kardiermaschine völlig auszunutzen:)))
      LG
      PS Bei uns auch grau und naß.

      Usuń
  11. Pięknie się ogarnełaś z porządkami, szczególnie, że rzeczywiście trochę Ci się tego dobra uzbierało... :) Całe szczęście, że u mnie miejsca nie ma ani na bałagan, ani na porządek hobbystyczny, tylko tyle, co pod łóżkiem da się upchnąć, więc z konieczności hamuję się z zakupami, chociaż łatwo nie jest i uparcie ćwiczę metody kompresji włóczki, żeby pod łózko więcej wlazło :)
    A jak wracałam teraz do siebie na obczyznę ;) to zakupiłam gazetkę ze smakołykami, żeby się natchnąć kulinarnie i wielka mnie chętka na rogaliki krucho-drożdżowe chwyciła, tylko gdzie ja tutaj krupczatkę dostanę...? Twoje wyglądają tak pysznie, że Puchatkowi nie dziwię się nic a nic, że o zachowaniu się przy stole zapomniał :)
    Świetny pomysł z lampkami! A jak zaczęłaś o harfie to myślałam, że struny szarpiesz w jeszcze innym swoim wolnym czasie... Kromscy mnie dopiero wyprowadzili z błędu :))
    A nylonowe błyski w Twoich ukrętach strrrasznie mi się podobają :) czekam na nitki! Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale krucho-drożdżowe wychodzą nie tylko z krupczatki, może sie tak krupczatką nie przejmuj. Na nitki to jeszcze chwile trzeba będzie poczekać, bo ja głównie kręcę korbką i usiłuję sprząść tę resztę na sweter Puchatka.

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządek powala. Teraz rozumiem, że też potrzebuję kolejny pokój. Tylko przy okazji i sponsora na jego utrzymanie. ;-) Ogrom wszystkiego, co upchałaś w pudła zrozumiałam dopiero, gdy zobaczyłam spisy wełen. Pozostaje krzyknąć: O Matko !
      Zaintrygowała mnie sierść owczarka. Rozumiem, że to podszerstek, bo jednak one maja dość ostry włos wierzchni. Chyba, że to jakiś inszy owczarek, nie niemiecki, bo moje skojarzenia, jak słyszę obiegowe 'owczarek' są głownie z ONkami. Druga sprawa, to zapachowe oliwy. Czy one nie powinny być w ciemnych szkłach ? Tak coś mi się po głowie tłucze, chociaż z drugiej strony, w sklepach bywają właśnie tak eksponowane, jak u Ciebie, z ziołem w środku. Coś dziś źle kojarzę, czy błądzę myśląc. :-) Nawet pozwoliłam sobie usunąć pierwszy wpis, bo był stylistycznie poplątany.
      Trąbkowe lampy - fajny pomysł, lubię ładnie opakowaną tego typy twórczość własną - drugie życie przedmiotów. Rogalika chętnie bym podjadła, bo po prostu lubię. :-P
      A i gratuluję kwitnącego szczęścia. O ile dobrze myślę, na badylku powinno być kilka kwiatków różowo-pomarańczoych, takich jakby dzwoneczków. Czekam więc na kolejne fotki.

      Usuń
    2. Rozumiem, że jak piszesz o utrzymaniu, masz na myśli głównie utrzymanie porządku? Bo czynszu to o wiele nie podnosi.
      Owczarek jest jak najbardziej niemiecki. Większa część tego transportu to w istocie podszerstek, ale są też i ostre kudły z okrywy. I tam, gdzie są, łatwiej jest i gręplować, i prząść. Lepiej się to w kupie trzyma.
      Nie wiem, czy zapachowe oliwy powinny byc w ciemnym szkle. Miałam po prostu dwie ładne buteleczki po soli do kąpieli, wymyłam, odczekałam aż stracą zapach i zrobiłam, co zrobiłam. Zobaczymy, czy ten zapach się w ogóle z ziół wyekstrahuje. Na razie jest słabo, zwłaszcza z bazylią.
      W odpowiedzi dla Frasi tłumaczę, skąd się wzięły lapmy. To takie ratowanie instrumentów-emerytów na geriatrycznym oddziale w mojej "bawialni".
      Wiesz, z kwiatkami to u mnie słabo, dlatego jak zobaczyłam tego badylka, mało nie pękłam z dumy, że u mnie cos też kwitnie. Nie wiesz, jak długo trzeba czekać, bo to już ze cztery dni, a one nie rozkwiatają, tylko są jak były, w pąkach. Juz im dużo wody wlałam. Może cos jeszcze potrzebują, a ja nie wiem?

      Usuń
  13. czy takim leniem można się zarazić? bo ja bym się baaaardzo chciała zarazić od Ciebie!! skończy się pewnie na zarażeniu się przepisem na rogaliki, bo wyglądają bardzo apetycznie i mają prosty przepis - pyszne w pół godziny to mój ideał!
    podoba mi się to gwiaździste wieczorowe - co z tego zrobisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz go! Tego lenia, znaczy!
      Nie wiem, co zrobię z wieczorowego. W drum-amoku myślę tylko, żeby zdążyć skręcić to i to, i jeszcze to, i tamto. I czasem między jednym a drugim przychodzi mi głowy, że czas odpocząć, czyli zrobić coś może nie pożytecznego, ale choć trochę ładnego. Ale żeby myśleć, co z tym dalej, to nie, aż tak to nie.

      Usuń
  14. dzięki, biorę w ciemno:)
    a w drumieniu na czas jesteś niekwestionowaną mistrzynią!
    i myślę, że na działania Kromskich też miałaś niebagatelny wpływ
    moja harfa starsza, więc na tuning się nie załapie, chociaż zapasowe ząbki mogły by jej się przydać, bo te oryginalne leżą bezużytecznie i pewnie kruszeją...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jestem mistrzynią w drumieniu na czas, to się okaże. Wydaje mi sie, że 15 deko dziennie to nie jest wynik mistrzowski. I troche mnie już od tego mdli. W sprawie Kromskich być może, ale sami sie powinni też byli domyślić, że warto dbać o klienów:)))

      Usuń
  15. Byłam, widziałam i zastanawiam się czy to rozsądne pokazywać te wszystkie skarby - jak jakaś "mafia niewyżytych prządek" napadnie na ten sezam - to dopiero strach "D
    A najpiękniejszą rzecz i tak pokazałaś na FB - piękna, cudna, powalająca ta alpaka - można prząść bez czesania tak prosto z ręki a i tak nitka będzie rewelacyjna :)))
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale skąd u nas taką mafię wziąć? Gdyby jakaś była, najpierw napadłyby na Ciebie!
      Alpake zaraz pokażę i tu. I chyba zostawię z 5 deko niepranej, żeby sprawdzić, czy nie lepiej idzie "na brudno":)))

      Usuń
  16. Świetny post. Miła atmosfera na twoim blogu. Podoba mi się tutaj.
    Zapraszam do odwiedzenia mojego bloga. Nowe zdjęcia.
    Jeśli spodobają Ci się moje zdjęcie polub mnie na fan page: https://www.facebook.com/pages/In-another-light/413836138693856
    Będę Ci ogromnie wdzięczna.

    Życzę miłego dnia. Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi. Już. Piękne zdjęcia robisz!

      Usuń
  17. Niesamowity blog, nie mam zielonego pojęcia o przędzeniu i gręplowaniu i dla kogoś takiego to czysta magia. Trudno uwierzyć, że ktoś potrafi tyle rzeczy sam zrobić i zgręplować i uprząść i jeszcze pofarbować. Trafiłam na Twojego bloga, bo szukałam w necie kogoś kto by mi może zgręplował wełnę z mojej nieżyjącej już suni, owczarka niemieckiego długowłosego, wpisałam w google psia wełna i gręplowanie i tak tu trafiłam. Ale jak tak czytam, to może sama bym spróbowała...? Jak zacząć, są gdzieś jakieś kursy albo ktoś uczy? A może można by się na parę lekcji zgłosić do Ciebie, aczkolwiek istnieje duże ryzyko, że się nie nadaję. Z tzw. talentem manualnym u mnie kiepsko. Ale kocham naturalną wełnę i jej zapach. Wprawdzie w ogóle i kompletnie nie mam czasu, ale chyba w dzisiejszych czasach nikt go nie ma, a z tego co widzę ku memu zaskoczeniu (mega pozytywnemu) całkiem sporo osób ma taką pasję i jakoś dają radę. Podaję mojego maila m_pelczar@interia.pl p.s. chciałabym mając lenia tyle zrobić! ;-)

    OdpowiedzUsuń