środa, 27 czerwca 2012

Pozwolę sobie się narazić

Miało być miło i ciepło. I letnie skarpetki... Ale zgubiło mnie podglądactwo. I odżyła moja "żyła", czyli temat niezgłębiony i unikany - alpaka rodzima. No to może spróbujmy go odczarować. Chociaż obawiam się, że czeka mnie ostracyzm, a wcale na wojnę chodzić mi się nie chce.
Otóż przeczytałam na blogu YarnandArt o tym, jak ktoś postanowił panu Mariuszowi Wierzbickiemu "uprzejmie podpowiedzieć", że go ktoś rzekomo skrytykował. To ja się wypowiem po raz drugi na ten temat (po raz pierwszy wypowiedziałam się przy okazji "psiej wełny", również na tę sama okoliczność i w dobrej intencji, jak YarnandArt, tylko u mnie zdaje się wredni podglądacze nie bywają). Pan Mariusz jest niezwykle spokojnym, zrównoważonym i cierpliwym człowiekiem, który świetnie zna się na swojej robocie. Jego świętą cierpliwość sama testowałam swoimi mailami i nie wiem, co mu trzeba naopowiadać, żeby go wyprowadzić z równowagi. W tym roku nie kupowałam od niego alpaki i nic nie mogę na ten temat powiedzieć. W zeszłym roku i owszem. I to, co mogę powiedzieć, już powiedziałam. Pan Mariusz ma cudowne zwierzęta, na których rośnie wspaniała wełna. Ale jego celem (co zrozumiałam po serii maili do niego, na które z niezmierzoną cierpliwością odpowiadał) jest produkcja zwierząt, nie wełny z tych zwierząt. Wełna to dla niego produkt, który po prostu trzeba z nich w pewnym momencie zgolić, żeby się nie rozchorowały z przegrzania (Polska to nie Andy, gdzie zawsze jest chłodno powyżej 2 tys. metrów), a nie produkt, na którym ma zrobić interes życia. To nie oczekujmy, że pan Mariusz będzie tę wełnę skrupulatnie sortował, bo to nie jego zadanie. Ma i tak mnóstwo pracy przy zwierzętach, przecież trzeba je wykarmić (no, niby proste, ale już widzę, jak chodzę po hektarach i wyrywam te chwasty, które mogą u zwierzaków spowodować niestrawność! I na okoliczność każdego nowo narodzonego słodziaka dzwonię po weterynarza! I tysiąc innych rzeczy, których sobie nie wyobrażamy!). Zatem: tak, wełna od pana Mariusza wymagała przebrania i uprania, bez dwóch zdań, nawet wielokrotnego. Tylko nikt nam nie oferował wełny czystej i upranej. Miała być surowa i była surowa. To jakiś wstyd? Niemniej chciało mu się przewalić swoje zapasy i marudzącej babie wykopać rose grey i parę innych pięknych rzeczy, bo chciała ich dotknąć. I za to jestem wdzięczna panu Mariuszowi do głębi! Bo nie musiał!
Ale w tym wypadku mieliśmy do czynienia z hodowcą-producentem zwierząt.
Potem jednak kupiłam na znanym nam portalu aukcyjnym suri. Też mnie nikt nie oszukiwał, że jest czyściutka. Wręcz przeciwnie, dowiedziałam się z maila, że "zabiła" (cytuję) gręplarkę. Kilogram przebierałam dwa tygodnie, dwa tygodnie urlopu, czyli od 8.00 rano do 16.00 najmarniej. I nie mogę przerzucić winy na sprzedającego, bo mogłam się domyślić, co będzie. Dostałam przepiękne kudły długości 50-60 cm, za przeproszeniem upieprzone tak, że wydawało się to niemożliwe: w żywicy, z milionem nasionek, gałązkami tui (!!! przecież to trujące!!!), ze wszystkim. I tu już niewiele rozumiem i naprawdę nie chcę zrozumieć. Jeśli ktoś hoduje zwierzęta, żeby czerpać korzyści z wełny, to niech o nią zadba! Nie była to moja próba ostatnia z polskimi hodowcami i właściwie szkoda opowiadać, bo to tylko frustruje. Mają rewelacyjne zwierzęta (pewnie od pana Mariusza) i o ich wełnę w ogóle nie dbają.
Pokazać, jak wygląda zeszłoroczna alpaka od bezimiennego polskiego hodowcy (bo nie chcę nikogo narażać na głęboką krytykę, nie o to mi chodzi)? Proszę:



Pomyślałam: dobrze, spróbuję kupić czystą, wyczesaną, w taśmie. Znalazłam ogłoszenie, że się człowiek w Polsce zajmuje hodowlą baby (ha, ha, raz na alpaczane życie) alpaki. Zapytałam, ile kosztuje gręplowanie i czesanie i ile za kilogram gotowej. Dowiedziałam się! Za kilogram 320 zł. To ja się pytam: ja straciłam rozum czy on? Jeśli za zachodnią granicą (100-150 kilometrów dalej?) kilogram alpaki w taśmie mam za niespełna 30 euro? (Przeliczę po 4,50 zł, a co tam, nie chce być więcej niż 135 zł).
Odpadłam! Tak samo odpadłam w poszukiwaniach hodowców polskich ras owiec (dopiero Wiola zaproponowała mi namiar na wrzosówkę, a appolinar1 na górskie owce i nie tylko), więc może nie powinnam czepiać się warmińskich propagatorów kultury andyjskiej, którzy chcą promować polskie alpaki, bo sama mam pociąg do brytyjskich ras. Ale proszę uprzejmie powiedzieć mi, gdzie ja wełnę tych rdzennie polskich ras mam kupić w ilości mniejszej niż 10 kg? Takoż i sprzędzioną wełnę. Szkoda miejsca na opowieść o tym, gdzie kupić dobrą polską wełnianą przędzę. Dodam, że nie w Polsce.
Przyparta do muru, poszłam po alpakę do Wielkiej Brytanii. Tak wygląda pierwsza wełna suri, którą dostałam (zdjęcia z początku września 2011, przepraszam za bałagan na zdjęciu, w założeniu nie było do publikacji, tylko do koleżanki):

Pełne runo, tak jak zostało ze zwierza ogolone, wszystko się kupy trzymało i było zawinięte w bibułę. Do wyrzucenia była garstka, dosłownie garstka brudków, bo na wszelki wypadek przepatrzyłam, zanim uprałam. Suri w kolorze light fawn. Tańsza, nawet wliczając wysyłkę, niż u polskiego hodowcy. Żuchwa mi opadła.
No to niech się nikt nie dziwi, że kupujemy od nich, nie w Polsce. Że niby suri łatwiej utrzymać w czystości niż huacaya? O niekoniecznie. Wywlekłam specjalnie z pudła, żeby sfotografować.
Szara huacaya, hodowca pisał, że czysta i można prząść prosto z wora. Zakurzona, ale zaiste można (też w czymś na kształt "błamu").


Czarna huacaya, przy której hodowca się gęsto tłumaczył, że są zanieczyszczenia roślinne itp. Zaryzykowałam. Lampa błyskowa w obydwu tych zdjęciach wiele ukradła, ale z uroku, nie z brudów.


Mimo wysokich kosztów wysyłki taniej niż od polskich hodowców.
No niech mi ktoś powie, że mam wspierać polskich hodowców.
Wesprę z przyjemnością, jak tylko oni zechcą odzyskać rozum i zakasać rękawy.

8 komentarzy:

  1. Nigdy nie kupowałam alpaki, ani od polskich, ani od zagranicznych hodowców, więc doświadczenia w tej kwestii nie mam żadnego. Dostałam kiedyś od Appolinar próbkę alpaki po gręplowaniu, ale nie mam pojęcia z jakiego źródła pochodziła :). Ale szczerze mówiąc, gdybym dostała coś takiego jak na drugim zdjęciu, to pewnie nie wiedziałabym co z tym zrobić. Zdecydowanie wolałabym kupić oczyszczoną. Suri na trzecim zdjęciu jest przepiękna! Wyglada jak gotowa etola :). Z takim runem chętnie bym się pobawiła :). Mogę mieć tylko nadzieję, że w Polsce też kiedyś będzie można dostać takie runo alpak i to w rozsądnej cenie. Wtedy bardzo chętnie je kupię :). Podejrzewam, że do tego czasu zdążę wyrobić całe swoje zapasy czesanek ;))).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też w pierwszej chwili nie wiedziałam, co z czymś takim zrobić. Ale włoski były tak wspaniale miękkie, że godzinami wdłubywałam te brudy. Bo "polskim" alpakom trzeba przyznać, że naprawdę są zachwycająco miękkie i runo jako takie jest lepszej jakości. Grzech coś tak pięknego wyrzucić, więc człowiek tygodnie poświęca na to, żeby odzyskać jak najwięcej tego cuda. Takie przynajmniej ja mam doświadczenia. A to runko suri i nie tylko doprowadziło mnie do takiego zachwytu, że co chwila jakiś kawałek alpaczego runa u obcych kupowałam i mam spory zapas alpaki wszelakiej. I tylko dlatego w tym roku u p. Mariusza nie zamawiałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, mam podobne doświadczenia.
    Nie będę pisała ile kosztowało mnie nerwów, przykrości i pracy po tym, jak zdecydowałam się na zakup alpaki z warmińskiej hodowli. Wyszło mi uszami.
    Następną zakupiłam już w Czechach, gdzie mieszkałam . Runo było nie tylko bajecznie miękkie, ale i idealnie czyste! Mnie pozostało tylko pranie.
    Jeżeli hodowca trzyma alpaki dla wełny, a nie jak Pan Mariusz w celach hodowlanych, opowieści o tym, że runo może zawierać wszystkie brudy pola i obory są niedorzeczne.
    Nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy z Warmii alpaki nie kupowałam, nic więc na temat ich produktu powiedzieć nie mam prawa. Zadziwiła mnie tylko ta skłonność do technik egzotycznych, ale właściwie o tym nie ma sensu dyskutować, bo wszak każdy może robić to, co lubi, tym bardziej, że ja patriotką lokalną też nie jestem. Ale jak sobie przypominam tę podglądaną "awanturkę", to sugestia, że w wyczesanej alpace z WoW może być Bóg wiec co, niekoniecznie alpaka z alpaki, skłania mnie do refleksji, że taka podejrzliwość w stosunku do innych ma zazwyczaj źródło we własnych działaniach.
      Natomiast ogromnie mi jest przykro, że znów się wielu (może nie wszyscy, może są i tacy, którzy mają wspaniały produkt, tylko ja na nich nie trafiłam) ludzi zabrało do roboty metodą "samo się zrobi". Tak się chyba nie da zbudować dobrej marki tego kraju.

      Usuń
    2. Dzień dobry.
      Staraliśmy się znaleźć prywatny kontakt do Pani (nie udało się)Po przeczytaniu Pani przemyśleń (a może lepiej napisać wymysłów bo wszystko co Pani pisze oparte jest jedynie na kilku zdaniach wymienionych drogą mailową z Mariuszem i na kupieniu runa od jakiejś flei)chcieliśmy Panią zaprosić do naszego gospodarstwa, aby mogła Pani (jesteśmy tego pewni) skorygować swoje mgliste pojecie na temat hodowli alpak i przetwarzania ich włókna jak to Pani napisała przy użyciu ,,egzotycznych technik"
      Gdy będzie Pani już miała odwagę skonfrontować swoje wymysły z rzeczywistością prosimy o kontakt. Mieszkamy zaledwie 1.5 godziny od Warszawy trasą E-7 w stronę Olsztyna :).Numer telefonu ,adres e-mail znajdzie Pani bez problemu (nie mamy powodu aby się ukrywać :)
      Pozdrawiamy i czekamy (może w jakiś weekend :).

      Usuń
  4. No te pierwsze zdjęcia...... szok, moja łowieczka (ta którą dostałam od Pana Romka) to przy tym czyścioch....
    Kiedyś gdzieś przeczytałam, że górale przed strzyżą pławili owce, podzieliłam się tą informacją na forum rodzinnym, na co babcia z tatą wybuchnęli z oburzeniem, a po co, jak się zapewni odpowiednie warunki to nie trzeba pławić, bo runo będzie czyste (oni wiedzą co mówią bo przecież kiedyś hodowali owce). Myślę, że tak samo jest z alpakami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! Ale może ja po prostu miałam pecha, może ktoś i tu alpaki prowadzi jak mercedesy.

      Usuń
  5. Tylko tydzień mnie nie było a tu się tak nawyrabiało z tymi alpakami.
    Ale popieram Cię w tym spieraniu hodowli nie polskich.
    U nas nie wiedzą ile brać za runo, można by rzec złote runo!!!!!

    OdpowiedzUsuń